Tragedia nauki

Skrót artykułu Clifforda D. Connera, autora książek „Ludowa historia nauki” i „Tragedia nauki amerykańskiej”.

Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku określanie nauki mianem tragedii wydawałoby się czymś osobliwym dla większości ludzi. Jej reputacja była wtedy nieposzlakowana. Niemal każdy oczekiwał, że nauka rychło i definitywnie uwolni ludzkość od wszelkich problemów i ograniczeń.

Ten łagodny, romantyczny wizerunek został roztrzaskany podwójnym uderzeniem podczas II wojny światowej. Po horrorze nazistowskiej nauki rasowej sprzężonej z technologią ludzkiej eksterminacji nadeszła era nuklearna zapoczątkowana natychmiastowym zwęgleniem ponad stu tysięcy mieszkańców dwóch japońskich miast. J. Robert Oppenheimer, jeden z twórców bomby atomowej, sugestywnie opisał złowieszczą ciemną stronę nauki cytatem z hinduskiej świętej księgi: Teraz stałem się Śmiercią, niszczycielem światów.

Korzenie tragedii

Najgorsze z tragicznych owoców współczesnej nauki to proliferacja i stosowanie broni masowego rażenia oraz destrukcja środowiska życia Ziemi. Wyrosły one ze wspólnego korzenia: skorumpowania Wielkiej Nauki przez Wielkie Pieniądze. Dokładniej rzecz ujmując, są one następstwem modelu gospodarczego nastawionego na zysk.

Zakłada się, iż nauka stanowi wiarygodne źródło wiedzy oparte na obiektywnych faktach, a nie na subiektywnych uprzedzeniach. Z definicji wymaga to prowadzenia badań w sposób bezstronny – bez konfliktu interesów, który mógłby wpłynąć na osąd naukowców. Niestety nauka zaprzęgnięta do nadrzędnego celu maksymalizowania prywatnych zysków nie zdoła uniknąć materialnych konfliktów interesów.

Nauka amerykańska

Ogniskowanie uwagi na nauce amerykańskiej nie jest z mojej strony przejawem szowinizmu. Nauka amerykańska to główna składowa nauki światowej – wytycza kierunek nauce jako takiej. Budżet federalny na B&R (tj. badania i rozwój) przewyższa łączną sumę budżetów Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Japonii. Jedyna konkurencja dla nauki amerykańskiej zniknęła w 1991 roku wraz z dezintegracją Związku Radzieckiego.

Tragiczny wymiar nauki amerykańskiej nie pasuje do tzw. amerykańskiej wyjątkowości – aksjomatu ideologii, która dominuje w dyskursie publicznym Stanów Zjednoczonych. Otacza ona wszystko, co amerykańskie, aureolą prawości. Każde posunięcie przywódców jest z założenia słuszne, szlachetne i usprawiedliwione.

Opracowane w USA światowe innowacje naukowe i technologiczne (m.in. samolot, telewizor, komputer, Internet, iPhone, osiągnięcia medyczne i biochemiczne) są integralną częścią tragedii nauki amerykańskiej.

Korporacyjne przejęcie

Zwiększająca się dominacja korporacji w sferze nauki i technologii zdeprecjonowała ideał obiektywnych dociekań badawczych. Z czasem Wielka Nauka stała się lojalnym sługą interesów koncernów i miliarderów. Wiele badań przeprowadzanych jest obecnie przez ekspertów i instytucje, które dzięki pożądanym wynikom mogą zarobić krocie.

Branża naftowa i węglowa płaci za badania podające w wątpliwość zmianę klimatu. Branża tytoniowa promuje odkrycia minimalizujące związek między paleniem a rakiem płuc. Branża farmaceutyczna sama donosi o korzyściach i zagrożeniach, jakie wiążą się z przyjmowaniem sprzedawanych przez nią lekarstw. Branża spożywcza wykorzystuje nauki żywieniowe jako narzędzie marketingowe dla swojego asortymentu.

Metoda naukowa została dopasowana do nowej rzeczywistości. Badania oparte na hipotezach dyktowanych przez interesy korporacyjne są projektowane tak, aby dostarczały oczekiwanych dowodów. O dochodzeniach, których rezultaty choć w minimalnym stopniu potwierdzają pożądaną hipotezę, informują agresywnie działy public relations. Pozostałymi analizami, których wnioski są niekorzystne, karmi się dyskretnie niszczarki do dokumentów.

Wyniki tych badań są w najgorszym razie sfałszowane, a w najlepszym niewiarygodne. Mimo to korporacyjna nauka dla zysku kształtuje dyskurs i politykę publiczną. Wspierana przez skorumpowanych ustawodawców oraz środki masowego przekazu, prowadzi nas ku samozagładzie.

Instytucjonalizacja nauki dla zysku

Nieliczne głosy opamiętania, które ostrzegały przed pokłosiem korumpowania nauki przez Wielkie Pieniądze, zostały zagłuszone przez prokorporacyjny chór. Posługując się logicznym błędem „fałszywej równoważności”, jego członkowie skutecznie zwiedli opinię publiczną.

Manipulująca wynikami badań antynauka przebrała się za naukę. Siły antynaukowe mają w USA silne wsparcie instytucjonalne. Jednym z katastrofalnych następstw tego stanu rzeczy jest systematyczne osłabianie rządowych organów mających regulować działalność komercyjną zanieczyszczającą powietrze, którym oddychamy, wodę, którą pijemy, żywność, którą konsumujemy, i leki, które przyjmujemy. Zdolność Agencji Ochrony Środowiska i Agencji ds. Żywności i Leków do zapewnienia odpowiedniego nadzoru została w znacznym zakresie upośledzona.

Politycy odwołujący się do ignorancji to nie jedyna broń niszcząca integralność nauki amerykańskiej. Uniwersyteckie laboratoria badawcze i think tanki (tj. grupy eksperckie) przeobraziły się w intelektualne burdele – sprzedają się korporacjom za sponsoring badań. Prywatny biznes ochoczo kupuje ich usługi. Tego oczywistego quid pro quo nie trzeba reklamować.

Militaryzacja nauki amerykańskiej

Najbardziej tragiczne wypaczenie nauki amerykańskiej jest efektem jej militaryzacji. Gwałtowny rozkwit Wielkiej Nauki nastąpił w ślad za Projektem Manhattan. Symbolem sukcesu tego przedsięwzięcia były atomowe grzyby unoszące się nad Hiroszimą i Nagasaki w sierpniu 1945 roku. Detonacje przesądziły o wojennym charakterze późniejszego progresu Wielkiej Nauki.

Chciałbym, aby po lekturze niniejszego artykułu w pamięci czytelników zapisał się następujący fakt: Dzisiaj główną misją nauki amerykańskiej jest wynalezienie nowych i bardziej efektywnych sposobów zabijania – m.in. bomb termojądrowych, dronów, amunicji kasetowej i broni przeciwpiechotnej.

Nauka i technologia nie stały się kreatywnymi motorami postępu człowieka cywilizowanego. Przeorientowano je, by niszczyły życie. Nawet wynalazki nauki amerykańskiej uznawane za postępowe – np. kuchenki mikrofalowe, Internet i GPS – były de facto drugorzędnymi produktami ubocznymi militarnych dociekań badawczych. Dowodem na to jest budżet Stanów Zjednoczonych: ponad połowę finansowania B&R, czyli biliony dolarów wydane na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci, przeznaczono na wojskowość.

Zamiast służyć zapobieganiu lub rozwiązywaniu problemów takich jak ubóstwo, głód, choroby i dewastacja planety, te astronomiczne kwoty zasiliły ich potęgowanie. Wydatki militarne zwiększają masową produkcję broni i agresję, która powoduje cierpienie o niewyobrażalnej skali. Oto definicja tragedii. Jej poczucie pogłębia uświadomienie, iż naprawa sytuacji nie była możliwa. Zagwarantowało to nieuleczalne uzależnienie gospodarki amerykańskiej od sektora wojskowego.

Tak naprawdę metafora uzależnienia od narkotyków nie wystarczy. Niektórym narkomanom udaje się odstawić heroinę. Obecna struktura społeczeństwa USA jest niezdolna do odstawienia militaryzmu. Przypomina on raczej nieoperacyjny guz, którego przeznaczeniem jest niekontrolowany i ostatecznie zabójczy dla nosiciela wzrost.

Jak do tego doszło? Zajęci zaspokajaniem potrzeb swoich hojnych darczyńców, ustawodawcy poddają się działaniu sił ekonomicznych, których nie rozumieją i nie próbują zrozumieć. Wydatki militarne są wbudowane w system gospodarczy. Ten dylemat ma swoją nazwę: „uzbrojony keynesizm”. Choć to dwuwyrazowe wyrażenie brzmi bardzo akademicko, dobrze identyfikuje problem.

Gdyby Pentagon zwinął zbrojeniówkę, czyli swój gigantyczny sztuczny rynek, miliony robotników – nawet tych, którzy nie są zatrudnieni w przemyśle „obronnym” – utraciłyby środki do życia. Pozbawiona wypłat armia konsumentów przestałaby kupować towary i usługi. Zębate koła gospodarki zatrzymałyby się ze zgrzytem. Finałem byłby upadek gospodarki globalnej.

Amerykańska wyjątkowość

Większość Amerykanów nie zdaje sobie sprawy, że w ich państwie nauka i wszystko, co się z nią wiąże, jest całkowicie podporządkowane militarnemu kompleksowi przemysłowemu. To „plamka ślepa”, która nie pozwala społeczeństwu dostrzec wielkiej potworności. Co tłumaczy tę zbiorową wadę wzroku? Akceptacja, świadoma lub nieświadoma, doktryny amerykańskiej wyjątkowości.

Amerykańska wyjątkowość to twierdzenie, iż rządów Stanów Zjednoczonych nie obowiązują w stosunkach międzynarodowych tradycyjne normy moralne. Inwazje na kraje i mordowanie ich obywateli, gdy stawiają opór, zalicza się powszechnie do najgorszych zbrodni. Tortury są potępiane jako niemoralne i odrażające od XVIII wieku. Kiedy żołnierze USA najeżdżają, zabijają i torturują, spotyka się to z aprobatą, ponieważ Ameryka uchodzi za supermocarstwo kryształowe – walczące o pokój, demokrację i prawa człowieka.

Tak oto normalizuje się niekontrolowaną amerykańską produkcję broni. Tak oto usprawiedliwia się istnienie „państwa bezpieczeństwa narodowego”, które monitoruje prywatną komunikację każdego z nas i powołuje tajne trybunały ds. terroryzmu przyspieszające rozkład rządów prawa. Mimo że amerykańska wyjątkowość uzasadniła ideologiczne wiele wojen, które uśmierciły miliony ludzi na całym świecie, jej kwestionowanie niezmiennie piętnuje się jako niepatriotyczne.

„Gadżet” – pierwszy z „owoców” Projektu Manhattan.


Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uważa, że moja praca zasługuje na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Imperializm, militaryzm i [neo]kolonializm | Dodaj komentarz

Zestawienie aktualizacji: 2022 [1]

Pozostało niewiele czasu [2]:

W Arktyce utrzymują się przerażające koncentracje metanu

Prognoza programu Copernicus Unii Europejskiej na 4 stycznia 2022 r. – stężenie metanu przy 500 hPa (odpowiednik 500 mb).

Prognoza koncentracji CH4 na 4.01.2022 r. (Copernicus)

Prognoza Copernicusa na 5 stycznia 2022 r. – stężenie metanu przy 500 hPa z wykorzystaniem projekcji dla bieguna północnego. Proszę zauważyć, że najciemniejszy brąz skali przypisany jest wartości CH4 przy 500 hPa, która oscyluje między 1950 a 2360 częściami na miliard (ppb). Dla odnotowywanych na tej wysokości koncentracji powyżej 1950 ppb rozróżnienie kolorów nie obowiązuje. Można jedynie stwierdzić, iż pojawiają się one głównie nad Arktyką.

Prognoza koncentracji CH4 na 5.01.2022 r. dla bieguna północnego. (Copernicus)

Prognoza Copernicusa na 5 stycznia 2022 r. – przypowierzchniowe stężenie metanu z wykorzystaniem projekcji dla Eurazji. Tym razem najciemniejszy brąz oznacza koncentracje powyżej 2160 ppb.

Prognoza koncentracji CH4 na 5.01.2022 r. dla Eurazji. (Copernicus)

Podczas gdy obrazy Copernicusa dobrze odzwierciedlają przewagę stężeń metanu ≥1950 ppb nad Arktyką przy 500 hPa, to używane przez tę służbę skale mają górne granice 2300 ppb (300 hPa), 2360 (500 hPa) i 2320 (cała kolumna), co każe błędnie zakładać, iż na większych wysokościach wyższych koncentracji nie było.

Tymczasem wysokie stężenia CH4 występują na stosunkowo dużych wysokościach, co ilustruje obraz z satelity N20 z 6 stycznia 2022 r. (2585 ppb przy 487,2 hPa). Wcześniejsze przykłady to odczyty z satelity MetOp z 21 listopada 2021 r. (2852 ppb przy 506 hPa i 3644 ppb przy 367 hPa), 31 grudnia 2021 r. (2861 ppb przy 469 hPa) i 9 stycznia 2022 r. (2854 ppb przy 586 hPa).

Koncentracje CH4 [586 hPa] z 9.01.2022 r. (NOAA)

W swoich prognozach przypowierzchniowych Copernicus najwyraźniej posługuje się kombinacją modeli i obserwacji. Nacisk na ekstrapolację z pomiarów in situ może ignorować metan uwalniany z miejsc, w których takie pomiary nie są przeprowadzane – należy do nich Ocean Arktyczny. Animacja złożona z obrazów zarejestrowanych 31 grudnia 2021 r. na orbicie polarnej przez satelitę MetOp ujawnia największe koncentracje CH4 na wyższych szerokościach geograficznych właśnie nad wodą, a nie nad lądem.

Koncentracje CH4 z 31.12.2021 r. (NOAA)

W Barrow na Alasce średnie miesięczne odczyty metanu z pomiarów in situ są rekordowe.

Metan nad Barrow. (NOAA)

Ze średnimi dziennymi odczytami dwutlenku węgla jest podobnie.

Dwutlenek węgla nad Barrow. (NOAA)

Nagromadzenie gazów cieplarnianych nad Arktyką przyczynia się do anomalii temperatury, redukuje pokrywę śnieżną i lodową, i prowadzi nieuchronnie do emisji metanu z osadów podmorskich zawierających hydraty oraz komory wolnego gazu. [Raport Arctic News z 10 stycznia 2022 r.]


Dodatnie sprzężenia zwrotne klimatu uruchomione przez silnik cieplny cywilizacji przemysłowej:

Arktyka zamienia się w krainę deszczu dekady wcześniej, niż prognozowano

108. Wkrótce opady deszczu będą w Arktyce częstsze od opadów śniegu. Ich dominacja latem i jesienią nadejdzie kilkadziesiąt lat wcześniej, niż sądzono. Trend wyłania się przy niższym od zakładanego poziomie globalnego ocieplenia. W sierpniu 2021 r. po raz pierwszy w historii deszcze chłostały szczyt lądolodu Grenlandii. Transformacja spowodowana jest nagłym ociepleniem, transportem wilgoci w kierunku bieguna, utratą lodu morskiego, większą amplifikacją arktyczną i wrażliwością opadów na regionalny wzrost temperatur. To dodatnie sprzężenie zwrotne przyspieszy pozostałe aktywne dodatnie sprzężenia zwrotne w Arktyce: m.in. redukcję albedo i emisje gazowe z wiecznej zmarzliny. Ludzie myślą, że to ich nie dotyczy. Tymczasem zmiana ta już teraz wywiera wpływ na nas wszystkich.powiedziała Michelle McCrystall z Uniwersytetu Manitoby. [Nature Communications, 30 listopada 2021 r.]

Ocieplenie Oceanu Arktycznego rozpoczęło się na początku XX w.

Dzięki danym satelitarnym jest wiadomo, że Ocean Arktyczny – najmniejszy i najpłytszy z oceanów – ociepla się najintensywniej na świecie. Okazuje się, że ten przyspieszający od dwudziestu lat proces rozpoczął się już na początku ubiegłego wieku wskutek napływu wód Atlantyku. Korzystając z sygnatur chemicznych znalezionych w mikroorganizmach morskich, międzynarodowa grupa naukowców zrekonstruowała historię ocieplania się oceanu w Cieśninie Fram położonej pomiędzy Grenlandią a Svalbardem. Zdaniem badaczy wyniki ich analizy obnażyły istotną wadę modeli klimatycznych: w symulacjach zabrakło ważnego elementu układanki, którym jest wczesna atlantyfikacja mórz arktycznych. [Science Advances, 24 listopada 2021 r.]


Trwa szóste wielkie wymieranie planetarne wywołane przez człowieka cywilizowanego:

Łańcuch pokarmowy Oceanu Arktycznego został rozerwany

Dziewięćdziesiąt procent wywołanego przez cywilizację przemysłową ocieplenia występuje we Wszechoceanie. W akwenach Arktyki zjawisko zabija miliardy zwierząt żyjących w do niedawna ekstremalnie zimnych habitatach. Wzrost temperatur górnych warstw Północnego Pacyfiku i Oceanu Arktycznego rozerwał łańcuch pokarmowy, który stanowi jedno z najważniejszych łowisk na Ziemi. Od pięciu lat naukowcy obserwują wymierania o niespotykanej dotąd skali, zasięgu i czasie trwania w morzach Beauforta, Czukockiego i Beringa. Jedne gatunki ryb i bezkręgowców przemieszczają się lub giną, inne zajmują ich miejsce po migracji z południa. Podwodne upały i zanikanie paku dryfującego w dramatyczny sposób przeobraziły ekosystem na całej jego głębokości. [Phys.org, 23 grudnia 2021 r.]

Morze Beauforta.


Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uważa, że moja praca zasługuje na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Aktualizacje | Dodaj komentarz

Ameryka upadła

Artykuł Indiego Samarajivy ze Sri Lanki.

Przeżyłem koniec wojny domowej. Jako dwudziestolatek wróciłem na Sri Lankę. Akurat przestało obowiązywać zawieszenie broni. Czy wiesz, jak wyglądała moja codzienność? Całkiem normalnie. Pracowałem, spotykałem się z koleżankami i kolegami, umawiałem na randki. Właśnie tego nie rozumie przeciętny Amerykanin: czeka na cios w twarz. Tymczasem z nieba sypie się popiół.

Pomyśl, co teraz czujesz. Paraliżująca litania fatalnych wiadomości. Coraz więcej oburzających tragedii. Obok ciebie cierpią, gasną i protestują ludzie, a ty myślisz o kolacji. Gdy próbujesz normalnie żyć w takich warunkach, twoje społeczeństwo nie upada. Ono upadło.

Przeglądałem ostatnio stare fotografie. Szokujący zestaw. Niemal obsceniczny. Przed budynkiem pracodawcy leżą zwęglone zwłoki. Gram w Scrabble z przyjaciółmi. Przed centrum handlowym unosi się dym po wybuchu bomby. Jestem na koncercie. Długa kolejka po benzynę. Tańczę w nocnym klubie. Kronika dwóch tygodni.

Zadaję sobie pytanie: Czy prowadziliśmy się w ten sposób? Oczywiście. To znaczy ja tak się prowadziłem. Czy byłem nadzianym, napalonym gogusiem z Kolombo, który imprezował, kiedy biedacy umierali? Tak. Pisałem o tym, ale nikogo to nie obeszło.

A kim ty jesteś? Czytasz te słowa. Dysponujesz wolnym czasem, by zastanawiać się nad upadkiem, jakby wciąż był ewentualnością. Są tacy, którzy wiedzą, że nią nie jest, bo go doświadczają. Z perspektywy obserwatora zaznajomionego z realiami społecznej dezintegracji prawda przedstawia się następująco: Ameryka już upadła.

Upadek nie oznacza, że ty umierasz. Upadek oznacza, że umierają wszyscy. Śmierć może znajdować się bliżej lub dalej, ale cię nie opuszcza. Na przestrzeni minionych trzech miesięcy USA straciły więcej obywateli niż Sri Lanka podczas bratobójczego konfliktu, który zbierał krwawe żniwo przez trzy dekady.

Dawniej z poczuciem wyższości śledziłem zachowanie stada gazeli. Lew pożerał jedną z nich, a pozostałe zwierzęta po prostu szły dalej. Ludzie są tacy sami. Oto faktyczne znaczenie „odporności stadnej”. Jesteśmy odporni na widok rozgrywającego się w pobliżu dramatu.

Uprzywilejowanym krytyczna sytuacja jawi się jako coś przyziemnego. Byliśmy Kolombijczykami – głowę zaprzątała nam kasa i dziewczyny. Otwieraliśmy bagażnik, żeby sprawdzić, czy nie ma w nim bomby. W trakcie nalotów wyłączaliśmy światła. Nie twierdzę, że nie zaznaliśmy rozpaczy. Tatę przyjaciela zabiła mina. (Spoczywaj w pokoju, wujku Nihalu.) Moich znajomych pobito, aresztowano lub zmuszono do ucieczki za granicę. Jednakże galeria zdjęć utrwaliła coś zgoła innego: rutynę bezrozumnego dwudziestoparolatka.

Czekanie na chwilę uświadomienia pt. „To już się dzieje!” jest pozbawione sensu. Żadna gadająca głowa nie przyzna w telewizji, że „sprawy mają się beznadziejnie”. Nie odbędzie się oficjalna konferencja informująca o powszechnym rozpadzie. Potworności piętrzą się w tle libacji i wesel.

Być może czekasz, aż skoczy ci poziom adrenaliny i rzucisz się do walki z wirusem, faszyzmem lub zmianą klimatu. Życie to nie film. A nawet gdyby nim było, odgrywałbyś rolę statysty. Jeśli spotka cię coś dobrego lub złego, będzie to czysty przypadek. Jeśli masz pecha, staniesz się statystyką.

Pewnego dnia ktoś podłożył ładunek wybuchowy w sklepie odzieżowym NoLimit. Eksplozja uśmierciła 17 osób. Kiedy dochodzi do równie traumatycznego zdarzenia, każdy postrzega je inaczej. Dla mnie było zajętymi przez godzinę liniami telefonicznymi w biurze. Dla mojej żony, która mieszkała pół kilometra od miejsca zamachu, było falą uderzeniową. Dla rodzin ofiar było końcem. Ich żałoba trwa.

Jednolite doświadczenie chaosu nie istnieje. Niektórym niszczy ciała, innym umysły, ale dla większości jest tylko informacyjnym szumem. Zakładam, że poszłaś/poszedłeś do pracy. Ponure wieści napływały zewsząd. Dominowały w mediach społecznościowych i rozmowach. Może sama/sam otarłeś się o nieszczęście. Przykro mi. W twoim kraju poniosło dzisiaj śmierć tysiąc nieszczęśników. Współczuję im. Tysiąc rodzin pogrąża się w żałobie. Codziennie dołącza do nich tysiąc kolejnych. Ból nie ustępuje. W tysiącach tysięcy domów staje się meblem z kości.

Naród nie opłakuje zmarłych. Robią to bliscy i społeczności. Reszta mierzy się z wyzwaniami zwykłego dnia. Skończyła ci się kawa. Ktoś wrzucił do sieci zabawny mem. To nie może być upadek, bo u mnie nic się jakoś nie wali. Dokładnie takie uczucia towarzyszą upadkowi. Wmawiasz sobie, że jest niemożliwy.

Rozejrzyj się wokół.


Socjolodzy i eksperci zajmujący się zagadnieniem wytrzymałości w obliczu katastrof odkryli, że w ślad za klęską żywiołową czy atakiem terrorystycznym zazwyczaj formuje się tzw. społeczność terapeutyczna. Zgodnie z ustaleniami analizy opartej na modelowaniu pandemia nie zapoczątkowała takiego zjawiska w USA. Jest to sygnał, że kraj przekracza niepokojący punkt krytyczny. Kryzys zdrowia publicznego nie zjednoczył narodu – spotęgował jego polaryzację. Autorzy badania wyrażają obawę, że trend może być nieodwracalny. [Proceedings of the National Academy of Sciences, 14 grudnia 2021 r.]


Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uważa, że moja praca zasługuje na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Oblicza upadku | Dodaj komentarz

Zestawienie aktualizacji: 2021 r. [13]

Pozostało niewiele czasu [2]:

Przerażające koncentracje metanu w Arktyce

W dniu 11 grudnia 2021 r. satelita MetOp-B wskazał stężenie metanu o wartości 3026 ppb (przy 469 hPa). Poprzedni wysoki odczyt 3644 ppb (przy 367 hPa) miał miejsce 21 listopada 2021 r.

Koncentracje CH4 [469 hPa] z 11.12.2021 r. (NOAA)

Szczytowe koncentracje CH4 z 11 grudnia 2021 r. wyniosły 2716 ppb (przy 586 hPa).

Koncentracje CH4 [586 hPa] z 11.12.2021 r. (NOAA)

Możliwe, że wyniki te są bardziej przerażające. Niemal cały metan pojawia się nad powierzchnią morza, co potwierdza niebezpieczeństwo katastrofalnej eskalacji jego erupcji z dna Oceanu Arktycznego. Poza tym obraz pomiaru uzyskano później, co zapowiada kontynuację trendu. Potwierdziła to prognoza Copernicusa na 12 grudnia 2021 r. przy 500 hPa (odpowiednik 500 mb).

Koncentracje CH4 [500 hPa] z 12.12.2021 r. (Copernicus)

Nad Barrow w stanie Alaska sytuacja jest równie dramatyczna. Instrumenty rejestrują tam rekordowe poziomy CH4.

Metan nad Barrow. Średnia miesięczna: 2020 ppb. (NOAA)

W dniu 12 grudnia 2021 r. powierzchnia morza na północ od Svalbardu miała temperaturę 4,3°C – to aż 5°C więcej niż w latach 1981–2011.

12.12.2021 r. temp. powierzchni morza na płn. od Svalbardu była wyższa od średniej z 1981-2011 aż o 5°C.

Ponieważ Arktyka ociepla się co najmniej cztery razy szybciej niż reszta globu, prąd strumieniowy zniekształca się coraz bardziej. W dniu 13 grudnia 2021 r. obejmował on swoim zasięgiem większość półkuli północnej. Powierzchnia morza u wybrzeży Ameryki Północnej była o 10,7°C cieplejsza niż w okresie 1981–2011.

Zdeformowany prąd strumieniowy nad półkulą północną 13.12.2021 r. temp. powierzchni morza u wybrzeży Ameryki Północnej była wyższa od średniej z 1981-2011 aż o 10,7°C.

Niezwykle silne wiatry przenoszą mnóstwo ciepła z Północnego Atlantyku do Oceanu Arktycznego. W dniu 14 grudnia 2021 r. u wybrzeży Norwegii fale osiągnęły wysokość 8,3 metra. Ułatwiły one przepływ rozgrzanych wód pod pakiem dryfującym na północ od Svalbardu.

14.12. 2021 r. silne wiatry nad Północnym Atlantykiem powodują fale o wys. 8,3 metra u wybrzeży Norwegii i przenoszą ciepło do Oceanu Arktycznego.

Przyspieszający dzięki prądom oceanicznym i różnicom temperatur proces ocieplenia Oceanu Arktycznego destabilizuje denne pokłady metanu.

Lód morski pełnił kiedyś rolę bufora – jego tajanie pochłaniało energię, która w przeciwnym razie podniosłaby temperaturę arktycznych akwenów. Bufor ten praktycznie zniknął. Zmniejszający się zasięg pokrywy morskiej spowodował znaczne ogrzanie atmosfery nad Oceanem Arktycznym. W październiku 2021 r. Arktyka była cieplejsza o 9,1°C od normy długoterminowej.

Z kolei dzięki niższym temperaturom wrześniowym lód morski skutecznie „uszczelnił” Ocean Arktyczny i ograniczył transfer ciepła do atmosfery. Teraz ogrzewa ono wodę i dno morskie. Około 75% Wschodniego Syberyjskiego Szelfu Kontynentalnego (ESAS) jest płytsze niż 50 metrów.

Przyrost paku zmniejszył parowanie, co wraz ze zmianą pór roku skutkuje redukcją hydroksyli na wyższych szerokościach geograficznych półkuli północnej. Stanowi to poważny problem, bo odpowiadają one za rozkład CH4 w arktycznej atmosferze.

Gdy ląd zimą zamarza, rzeki wprowadzają do Oceanu Arktycznego mniej słodkiej wody. Rosnące zasolenie intensyfikuje zjawisko topnienia lodu w szczelinach osadów zawierających metan. Dodatkową słoną i ciepłą wodę dostarcza Prąd Zatokowy. Pęknięcia i dziury w osadach mogą zamienić się w kanały, za pośrednictwem których ciepło dotrze do metanu. Wynikła eksplozja gazu (po rozmrożeniu CH4 zwiększa swoją objętość 160 razy) wywołałaby falę uderzeniową, która naruszyłaby strukturalną integralność hydratów sąsiednich

W swojej analizie z 5 czerwca 2019 r. uczeni badający ESAS stwierdzili, iż wyrzuty metanu z tamtejszych hydratów mogą wzrosnąć na przestrzeni lat o 3–5 rzędów wielkości, czyli od 13 do 1300 Gt w skali roku. Do przekroczenia punktu krytycznego chmur (1200 ppm równoważnika CO2), a tym samym skoku średniej temperatury Ziemi o 8°C i zagłady ziemskiego życia wystarczy „jedynie” 5Gt. [Raport Arctic News z 15 grudnia 2021 r.]


Nagła zmiana klimatu: Rozpad wiecznej zmarzliny rozpoczął się ponad 70 lat wcześniej, niż przewidywał to raport zespołu ONZ:

Topniejąca wieczna zmarzlina zamieniła się w ogromne, nieznane dotychczas źródło podtlenku azotu

Gdy podtlenek azotu – in. tlenek diazotu (N2O) – trafia do atmosfery, na przestrzeni 100 lat ociepla ją 298 razy silniej niż dwutlenek węgla. Ponadto gaz ten niszczy warstwę ozonową. Niedawne raporty alarmowały o nasilających się jego emisjach z gleb rolniczych i oceanów. Teraz naukowcy z Uniwersytetu Finlandii Wschodniej odkryli, że ilości podtlenku azotu wydobywające się z wiecznej zmarzliny o nazwie jedoma rosną szybciej, niż oczekiwano.

Rozpadająca się jedoma syberyjska.

Bogata w materiał organiczny jedoma pokrywa ponad 1 milion kilometrów kwadratowych na Syberii, Alasce i w Kanadzie. Wcześniej błędnie zakładano, iż obieg azotu w tej zmrożonej glebie odbywa się niespiesznie i do „ucieczki” N2O nie dojdzie. Dla potrzeb nowej analizy zmierzono kumulację tlenku diazotu wzdłuż rzek Lena i Kołyma na Syberii Wschodniej. Zespół badawczy stwierdził, że ulegająca dezintegracji jedoma początkowo emitowała niewiele N2O, ale po kilku sezonach nastąpiło drastyczne odwrócenie tendencji. Permafrost zaczął uwalniać od 10 do 100 razy więcej podtlenku azotu. Udało się zidentyfikować mechanizm tego szokującego wzrostu. Gdy po stopnieniu osady wysychają i stabilizują się, następuje przeobrażenie żyjących w nich społeczności mikrobiologicznych. Populacja drobnoustrojów, które wytwarzają tlenek diazotu, przeżywa eksplozję, z kolei liczba mikrobów konsumujących ten gaz doświadcza raptownego spadku. [Nature Communications, 7 grudnia 2021 r.]


Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uważa, że moja praca zasługuje na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Aktualizacje | Dodaj komentarz

Zmierzch narracji

Artykył pisarza Simona Sheridana.

Niedawno odwiedziłem przyjaciela. W trakcie naszej rozmowy w radiu puszczono szlagier Michaela Jacksona. Gospodarz poczynił interesującą uwagę. Każdy album artysty był globalnym wydarzeniem ze skoordynowaną kampanią marketingową. Mieszkańcy świata zachodniego – i wielu rejonów świata niezachodniego – znali datę jego premiery. Nie było istotne, czy przepadali za twórczością autora, czy nie. Dzisiejsza młodzież tego nie zrozumie. Każdy nastolatek ma ulubionego celebrytę lub influencera, którego obserwuje w mediach społecznościowych, przynależąc do nieporównanie mniejszych subkultur niż kiedyś. Najpopularniejsze współczesne gwiazdy popu są znane części populacji. Jacksona znali niemal wszyscy.

Komentarz skłonił mnie do refleksji nad wpływem Internetu na kulturę. Odnoszę wrażenie, że kwestia ta poruszana jest sporadycznie lub wcale, chociaż dokłada się do naszych aktualnych trosk. Jedną z najważniejszych zmian, jakie wywołała sieć, jest rozbicie „wielkich narracji”. Wzorzec, do którego należały płyty Michaela Jacksona, obejmuje inne obszary dyskursu publicznego, gdzie waga jego efektów jest dużo większa. Przykładem są narracje integrujące narody. Koronawirusowa nawałnica trwa, a niektórzy dysydenci trwają w przekonaniu, że lada dzień „oficjalna narracja się rozsypie” i „prawda” wyjdzie na jaw.

Taki sposób myślenia z epoki przedinternetowej zdążył już się zdezaktualizować. Jednocząca narracja, która miałaby ulec dezintegracji, nie istnieje. Nie zastąpi jej lepsza i prawdziwsza. Teraz mamy pozornie nieskończoną liczbę narracji podrzędnych, które usiłuje się przesłonić narracją nadrzędną. Etykieta „teoria spiskowa” w połączeniu z wszechobecną cenzurą to jedna z wielu taktyk, która ma ujarzmić narracje alternatywne i umożliwić uformowanie narracji scentralizowanej. Ale ludzi nie można zmusić do uwierzenia w narrację. Musi ona ewoluować organicznie z pętlą sprzężenia zwrotnego między przekazem odgórnym i oddolnym. Praktykowana od kilku lat agresywna cenzura obnaża słabość narracji dominującej. Rządzący robią wszystko, by ją utrzymać, chociaż traci sens, bo jest modyfikowana z przyczyn politycznych.

Pokusa jest nieodparta, by interpretować poczynania polityków jako realizację „wyższego” celu. A jeśli takowy im nie przyświeca? A może podejmowane starania są po prostu niezbędne, by stworzyć jakąkolwiek narrację dominującą? A może ta rozpaczliwa taktyka jest ceną za stworzenie narracji? Jeżeli tak, to mówimy o cenie niebotycznej. Posłużmy się użytecznym terminem „narracyjnej inflacji”. Gdy zwiększasz podaż pieniądza, otrzymujesz inflację pieniężną. Gdy zwiększasz podaż narracji, otrzymujesz inflację narracyjną. Cena wykreowania narracji dominującej wzrosła z wielu powodów. Oto jeden z nich: Internet otworzył śluzy przepływu informacji, co zrodziło narracje konkurencyjne. Proces ma swoją dynamikę, niezależną od politycznych i ekonomicznych okoliczności karmiących trend. Okazuje się, iż jednym z następstw natychmiastowego i nieskrępowanego dostępu do informacji może być zniszczenie narracji scentralizowanych. Solidne socjologiczne i psychologiczne podstawy każą tak wyrokować.

Relacje naocznych świadków są wyzwaniem dla policjantów prowadzących śledztwo w sprawie zajścia lub przestępstwa. W przypadku kraksy – czegoś stosunkowo oczywistego – zeznania mogą różnić się radykalnie. Sytuacja komplikuje się dodatkowo, gdy uczestnicy zdarzenia mają na względzie interes osobisty. O tym odwiecznym problemie traktują liczne dzieła sztuki. Najlepszymi filmowymi analizami zagadnienia są według mnie Capturing the Friedmans i Rashomon. Filozoficzne pytania postawione przez twórców – Andrew Jareckiego i Akirę Kurosawę – dotyczą obiektywnego standardu prawdy. Luminarze filozofii dywagują o nim od tysiącleci. W finale rozprawy trzeba wskazać „prawdę”, mimo że złożone pod przysięgą zeznania są nierzadko dalece rozbieżne.

W dobie Internetu tę samą psychologię wykorzystuje się w dyskursie publicznym. Nastręcza to praktycznych problemów natury politycznej. Nasi politycy uwielbiają dzielić elektorat, lecz muszą to robić na fundamencie, który go jednoczy. Analogia z wymiarem sprawiedliwości jest adekwatna. W systemie panuje niezgoda i rywalizacja, jednak wszyscy muszą przystać na grę zgodną z ustalonymi zasadami. Sam system jest tym, w co ludzie wierzą. W epoce przedinternetowej dyskurs publiczny toczył się w ramach porządku systemowego, w którym media uchodziły za „czwartą władzę”. Jej zadaniem było rozliczanie rządu. System był daleki od doskonałości, ale jego nowa postać oddaliła się od niej nawet bardziej. Nie dość, że media nie patrzą dygnitarzom na ręce, to jeszcze pełnią rolę rządowego departamentu public relations.

Niedawno w parlamencie Nowej Zelandii odbyło się przesłuchanie premier Jacindy Ardern w związku z 55 milionami dolarów przekazanymi przez rząd mediom, które w zamian nie mogą donosić o wszystkich jego posunięciach. W marcu 2020 r. rząd Australii zniósł opłatę licencyjną dla mainstreamowych kanałów informacyjnych wynoszącą 44 miliony dolarów. Wcześniej gabinet premiera Scotta Morrisona zmusił Facebook i inne portale społecznościowe do płacenia australijskim koncernom medialnym za udostępnianie ich treści. Pod etycznym wymiarem podobnych działań kryje się fakt, iż firmy medialne nie radzą sobie bez wsparcia rządu. Ponieważ są zależne od subsydiów i zysków z korporacyjnych reklam, nie funkcjonują jako „czwarta władza”. Stanowi to szkopuł zarówno dla nich, jak i dla rządu. „Narrację oficjalną” transmitują media tradycyjne. Gdy znikną, wraz z nimi zniknie znaczny obszar rządowej władzy. Rząd potrzebuje mediów, a media potrzebują rządu.

Społeczeństwo także potrzebuje mediów głównego nurtu. Istota układu „czwartej władzy” polegała na tym, że opłacani przez podatników nadawcy byli zmotywowani, by ich reprezentować. Nie brakuje głosów uznających media głównego nurtu za zbędne. Wydarzenia możemy przecież obserwować bezpośrednio online. Ale legion naocznych świadków oferuje bezlik wersji „prawdy”. Dyskurs staje się fragmentaryczny, pozbawiony mechanizmów kontroli i równowagi. Przypomina to dochodzenie prowadzone bez udziału detektywa. Zmiana ta nie jest trywialna. Przywołuje jedną z najniebezpieczniejszych idei Platona: „szlachetne kłamstwo”. Mówi ona o tym, że społeczeństwo i sprawiedliwość nie przetrwają bez spoiwa, którym jest seria fundamentalnych łgarstw. Kłamstwo to bardzo mocne słowo. Można zastąpić je eufemizmem takim jak „mit” czy „ideał”, lecz rezultat jest ten sam. Zdaniem Platona bez owego spoiwa państwo ulega rozpadowi.

Postinternetowy dyskurs publiczny dopuszcza tylko jedną wersję rzeczywistości: tę odgórną. W Stanach Zjednoczonych ma miejsce starcie dwóch wykluczających się narracji. Praktycznie codziennie podaje się w wątpliwość porozumienie odnośnie podstaw jednoczących naród. Przeciwników w debacie określa się mianem „szalonych” lub „niespełna rozumu”. Oczekiwanie, że „oficjalna narracja się rozsypie” jest niedorzeczne w tym nowym świecie. Narrację dominującą podtrzymuje władza, a nie prawda. Z definicji może ją roztrzaskać jedynie inne źródło władzy. Donald Trump sprytnie przejął na własny użytek maszynerię generującą narrację. Ostatecznie został poddany wirtualnej kasacji. Tym samym usunięto pozory, iż narracja była „uczciwa” lub „prawdziwa”. Nie wolno tak po prostu wyeksmitować z platform społecznościowych prezydenta i udawać, że nic się nie stało. W rezultacie niebagatelny procent Amerykanów bezpowrotnie utracił wiarę w system.

Europa, Kanada i Australia zrównują się z USA. W Melbourne antyrządowa demonstracja zgromadziła ponad sto tysięcy osób. Premier zbył ich jako „bandytów” i „ekstremistów”. Kiedy politycy czują, że nie muszą uwzględniać perspektywy i potrzeb milionów obywateli, świadczy to o narracji pękniętej. Tak oto w życiu publicznym pojawiła się nowa grupa ludzi: wykluczeni z narracji. Media mainstreamowe zwyczajnie ich ignorują. Dyskurs publiczny nawet nie udaje, że odzwierciedla realia. Nastał czas, w którym nie wierzy się w samo pojęcie narracji scentralizowanej. Jeżeli Platon miał rację, oznacza to egzystencjalne zagrożenie dla państwa. Oczywiście jego funkcjonariusze podejmą spóźnioną próbę uporania się z tą niedogodnością. Cenzura i represje niczego nie uzdrowią. „Narracja oficjalna” zamieniła się w opowiastkę snutą przez rządzących. Nic dziwnego, że dawnym liderom na ranku medialnym spada oglądalność i dochody z reklam. Czy doprowadzi to do upadku państwa? Platon powiedziałby, że tak. Test na trafność teorii filozofa jest w toku.


Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uważa, że moja praca zasługuje na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Oblicza upadku | Dodaj komentarz

Zestawienie aktualizacji: 2021 r. [12]

Dodatnie sprzężenia zwrotne klimatu uruchomione przez silnik cieplny cywilizacji przemysłowej:

Globalne ocieplenie osłabia zdolność gleb do magazynowania węgla

Zdolność gleb do gromadzenia węgla „spada gwałtownie” wraz ze wzrostem średniej temperatury. Natężenie emisji węglowych zależy od rodzaju podłoża: gleby gruboziarniste (niskogliniaste) tracą trzykrotnie więcej węgla od gleb drobnoziarnistych (bogatych w glinę). Ponieważ gruntowy rezerwuar magazynuje węgiel w ilości większej niż atmosfera i wszystkie drzewa, uwolnienie nawet niewielkiego procentu wywrze dramatyczny wpływ na klimat Ziemi. Nasza analiza ponad 9 000 próbek z całego świata wykazała, iż pochłaniacze węgla w postaci gleb gruboziarnistych wysokich szerokości geograficznych są wyjątkowo wrażliwe na ocieplenie.wyjaśnia prof. Iain Hartley z Kolegium Życia i Nauk Środowiskowych w Exeter. [Nature Communications, 18 listopada 2021 r.]

Planeta gorętsza o 2°C w porównaniu z epoką preindustrialną (1750 r.) oznacza, iż gleby wyemitują ~230 miliardów ton węgla (ponad czterokrotnie więcej niż 100-letnie emisje Chin i ponad dwukrotnie więcej niż 100-letnie emisje Stanów Zjednoczonych). [Nature Communications, 2 listopada 2020 r.]

W antropocenie wymuszanie radiacyjne związane z koncentracjami gazów cieplarnianych wzrosło o ponad 2,0 waty na metr kwadratowy, co odpowiada ociepleniu o ponad 2°C powyżej średniej przedprzemysłowej. To nagłe zdarzenie zaszło w okresie niewiele dłuższym od ludzkiego życia. – informuje prof. Andrew Y. Glikson, paleoklimatolog i badacz systemu Ziemi z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii. [Event Horizon, październik 2020 r.; rozdz. 4, str. 31].

Gleby rolnicze przyspieszają nagłą zmianę klimatu

Szereg gleb rolniczych generuje tak dużo podtlenku azotu, że potęguje zmianę klimatu. Eksperci porównali podłoża o różnej wilgotności i stwierdzili, iż gleby rolnicze mogą obficie emitować N2O w szerokim zakresie warunków środowiskowych. Pod względem potencjału tworzenia efektu cieplarnianego (GWP) na przestrzeni 100 lat gaz ten przewyższa dwutlenek węgla aż 298 razy. Prezentujemy dowody na to, że efekty ocieplenia klimatu wywołane emisjami podtlenku azotu z lokalnych gleb kukurydzianych i sojowych są dwukrotnie większe od efektów ochłodzenia klimatu, które można uzyskać poprzez gromadzenie dwutlenku węgla w glebach za pomocą powszechnych praktyk rolniczych.piszą autorzy pracy badawczej. Mikroorganizmy wydalają N2O jako produkt uboczny przetwarzania azotu. Dodawanie nawozów azotowych do gleby prowadzi do wydalenia dodatkowego N. [Proceedings of the National Academy of Sciences, 16 listopada 2021 r.]

Pola uprawne w Serbii.


Nagła zmiana klimatu: Antarktyda topnieje trzy razy szybciej niż pięć lat temu:

Antarktyda przekracza punkt krytyczny

Po naturalnym ociepleniu, jakie zakończyło ostatnią epokę lodowcową, powracały epizody, w których góry lodowe odrywały się od Antarktydy i trafiały do Oceanu Południowego. Uczeni z Uniwersytetu w Bonn dowiedzieli się, iż przekroczenie tego punktu krytycznego zajęło zaledwie dziesięć lat, a utrata masy lodowej trwała przez wiele stuleci. Modelowanie pokazuje, że obecna sytuacja stanowi punkt krytyczny. [Nature Communications, 18 listopada 2021 r.]


Przekroczone punkty krytyczne i sygnał nagłej zmiany klimatu:

Nagłe zmiany klimatu zachodzą w trakcie przekraczania punktu krytycznego

Rdzenie lodowe są źródłem wiedzy o dramatycznych przeobrażeniach klimatu, do jakich dochodziło w przeszłości. Za zaburzenia równowagi odpowiadały dodatnie sprzężenia zwrotne. Obecne ocieplenie, którego sprawcą jest cywilizacja przemysłowa, destabilizuje systemy fizyczne i ekosystemy najszybciej w historii Ziemi. Naukowcy z Narodowego Centrum Badawczego (Francja), Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles i Uniwersytetu Columbia (USA) opracowali metodologię, która skutecznie wykrywa nagłe zmiany w zapisach klimatycznych. W przypadku Grenlandii rdzenie ujawniają przejście ze stanu cieplejszego (interstadiał), do stanu chłodniejszego (stadiał). Ich istnienie świadczy o bistabilnym systemie klimatycznym. Przeskoki następowały gwałtownie w trakcie przekraczania punktu krytycznego. [Chaos, 16 listopada 2021 r.]


Globalne niedobory wody i ich konsekwencje:

Nagła zmiana klimatu pogarsza jakość wody w Azji

Strumienie i rzeki Azji Wysokogórskiej zaspakajają pragnienie blisko jednej trzeciej globalnej populacji i mają kluczowe znaczenie dla hydroenergetyki i upraw żywności. Wzbierające od lat roztopy wiosenne zasilają dopływy największych rzek Azji – m.in. Jangcy, Indusu i Mekongu – i niosą ze sobą coraz więcej kamieni, piasku i innych osadów. Od lat 50. (!) średnia lokalna temperatura wzrosła o ponad 2°C, a  topnienie i deszcze dramatycznie zwiększyły porcję materiału glebowego przenoszonego przez cieki regionu. Konsekwencją są coraz częstsze i coraz bardziej destrukcyjne powodzie i lawiny błotne, pogarszająca się zarówno jakość wody, jak i trwałość zapór i zbiorników wykorzystywanych do hydroenergetyki i nawadniania. [Science, 28 października 2021 r.]


Lasy tropikalne szybko tracą zdolność pochłaniania węgla:

Część lasów objętych ochroną UNESCO przyspiesza nagłą zmianę klimatu

Lasy położone w obrębie co najmniej 10 obiektów światowego dziedzictwa UNESCO stały się od przełomu tysiąclecia źródłami węgla netto. Zjawisko jest następstwem pożarów, wylesiania i globalnego ocieplenia. Park Narodowy Yosemite w USA, Park Narodowy Gór Błękitnych w Australii i tropikalne lasy deszczowe Sumatry w Indonezji, są jednymi z miejsc, które od 2001 r. wyemitowały więcej dwutlenku węgla, niż pochłonęły. Raport Światowego Instytutu Zasobów (WRI), Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) i UNESCO ostrzega, że trend ogarnie inne obszary chronione. [The Guardian, 27 października 2021 r.]

Park Narodowy Gór Błękitnych w Australii.


Katastrofalny wpływ cywilizacji przemysłowej na Amazonię:

Skala wylesiania w Amazonii największa od 15 lat

Deforestacja w najrozleglejszym lesie deszczowym na Ziemi odnotowała w minionym sezonie skok o 22% i osiągnęła najwyższy poziom od 15 lat. Brazylijski Narodowy Instytut Badań Kosmicznych (INPE) podał do wiadomości, iż w okresie między 1 sierpnia 2020 r. a 31 lipca 2021 r. Amazonia została pozbawiona 13 235 kilometrów kwadratowych sklepienia drzewostanu. [INPE, 18 listopada 2021 r.]


Dodatnie sprzężenia zwrotne klimatu uruchomione przez silnik cieplny cywilizacji przemysłowej:

Globalne ocieplenie osłabia zdolność Wszechoceanu do pochłaniania CO2

Podwodny żar to bezpośrednia konsekwencja nagłej zmiany klimatu. Zaburza on funkcjonowanie całych ekosystemów i uśmierca miliardy mieszkańców podwodnego świata. Dwuletnia fala gorąca tymczasowo osłabiła tzw. biologiczną pompę Pacyfiku – arcyważny mechanizm, który przenosi węgiel z powierzchni oceanu do głębin. Podobne upały zmniejszają biologiczną rolę Wszechoceanu jako pochłaniacza dwutlenku węgla. – mówi dr Steven Hallam, mikrobiolog z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej i autor badania. Wszechocean jest globalnym rezerwuarem atmosferycznego CO2. Skoro podmorskie fale gorąca redukują zdolność pochłaniania tego gazu cieplarnianego, to rezerwuar się kurczy, a w atmosferze pozostaje więcej dwutlenku węgla. – dodaje dr Colleen Kellogg z Instytutu Hakai. [Communications Biology, 22 października 2021 r.]

Sadza z pożarów przyspiesza ocieplenie i topnienie Arktyki bardziej, niż sądzono

Arktyka ociepla się kilkakrotnie szybciej od reszty globu. Przyczyniają się do tego m.in. pożary wybuchające dalej na południe. Sadza przedostaje się do atmosfery i przemieszcza nad koło podbiegunowe, gdzie opada na lód. Przyciemniona powierzchnia intensywniej pochłania promienie słoneczne, co wzmaga topnienie. Pożoga wprowadza do arktycznej atmosfery trzy razy więcej czarnego węgla, niż wskazywały na to symulacje modeli klimatycznych. Sadza może również przyspieszać wzrost temperatur. tłumaczy Makoto Koike z Uniwersytetu Tokijskiego. Serwis monitorowania atmosfery Copernicus Unii Europejskiej (CAMS) podał, że czarny węgiel z pożarów lasów w Rosji dotarł tego lata aż do Grenlandii i Kanady. [Atmospheric Chemistry and Physics, 4 listopada 2021 r.]


ONZ: „Zielony wzrost” jest nieosiągalny:

Większość mieszkańców Globalnej Północy nie zamierza rezygnować ze swoich nawyków konsumpcyjnych

Obywatele są zaniepokojeni „kryzysem” klimatycznym, ale ich większość uważa, że robi więcej dla ochrony Ziemi, niż ktokolwiek inny, z rządem włącznie. Z ankiety przeprowadzonej w 10 krajach – w tym w USA, Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech – wynika, iż prawie połowa (46%) respondentów nie widzi potrzeby modyfikowania dotychczasowych nawyków konsumpcyjnych. [Public, listopad 2021 r.]


Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uważa, że moja praca zasługuje na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. exignorant

Opublikowano Aktualizacje | Dodaj komentarz

Nagła zmiana klimatu: Ludzkie życie w tropikach staje się niemożliwe

Zespół naukowców z Uniwersytetów Monasha i Hasanuddin w Indonezji potwierdził 10 listopada 2021 r. na łamach iScience najgorsze obawy: część populacji zamieszkującej regiony tropikalne egzystuje już w warunkach chronicznego stresu cieplnego, którego nasilenie zderza się z górną granicą przeżywalności człowieka.

Badacze zorientowali się, iż modele klimatu wykorzystywane do prognozowania ekstremalnych temperatur bazują na danych ze stacji meteorologicznych znajdujących się na obszarach gęsto zaludnionych. Sytuacja osób z rozproszonych „osad nieformalnych” nie jest monitorowana. Jej poznanie umożliwiły dopiero czujniki ciepła rozmieszczone w blisko 100 gospodarstwach w Makassar – miejscowości w Indonezji tropikalnej. Podobne lokalizacje są domem dla ponad 370 milionów mieszkańców samej Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej.

W czasie pory deszczowej aż 80% urządzeń zarejestrowało wartości mokrego termometru przekraczające limity bezpieczeństwa zdrowotnego. W niektórych przypadkach odczyty zrównały się z maksimum fizjologicznej wytrzymałości homo sapiens. Zdaniem uczonych odkrycia te są alarmujące z kilku powodów. Po pierwsze, wiele milionów ludzi doświadcza gorąca szkodzącego zdrowiu. Po drugie, większość z nich pracuje fizycznie w trakcie upałów, co grozi śmiercią. Po trzecie, Ziemia ociepla się szybko, a plan przesiedlenia nie istnieje.

Czasopismo Nature Climate Change opublikowało w lipcu 2016 r. analizę, która jako pierwsza zintegrowała wszystkie wcześniejsze badania, aby określić miejsce i moment, w którym nagła zmiana klimatu zacznie powodować spustoszenie permanentne. Zgodnie z jej konkluzją chaos miał ogarnąć tropiki przed rokiem 2020. Zapowiadana katastrofa trwa. 

Wioska Sumba w Indonezji. W samej strefie okołorównikowej, która obejmuje m.in. Meksyk, Belize, Kostarykę, Salwador, Gwatemalę, Honduras, Nikaraguę, Panamę, Kolumbię, Ekwador, Peru, Boliwię, Wenezuelę, Gujanę, Surinam, Gujanę Francuską, północne części Chile, Argentyny, Paragwaju i Brazylii, mieszka ∼400 milionów ludzi.


Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uważa, że moja praca zasługuje na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Klimat | Dodaj komentarz

Nieziszczalne marzenie

Komentarz pisarza Dave’a Pollarda.

Lektura New Yorkera z 15 listopada była przygnębiająca. W jej trakcie zdałem sobie sprawę, że zawarte w numerze analizy koncentrowały się na złożonych, nierozwiązywalnych problemach i dla odmiany nie oferowały panaceum.

Najbardziej wstrząsający artykuł dotyczył pożarów w USA. Jego autorka MR O’Connor, która jest dziennikarką i dyplomowaną członkinią straży ogniowej, opisuje, w jaki sposób niekompetentne zarządzanie lasami, ignorowanie naukowców i podejmowanie decyzji motywowanych politycznie zwiększyło koszty gaszenia oraz zagrożenie dla zdrowia i życia strażaków. Po czym zmiana klimatu przyniosła rekordowe burze, upały, susze i megapożary. Konkluzja: „opanowanie” pożogi jest strategią nieskuteczną, z kolei pozostawianie jej, aby się wypaliła, również nie stanowi już realnego rozwiązania. Wyjścia po prostu nie ma.

Zatem za adekwatną należy uznać okładkę ilustratora Erica Drookera przedstawiającą Don Kichota, który szykuje się do konfrontacji z nowoczesną farmą wiatrową na tle płonącej metropolii i krwistoczerwonego nieba. Błyskotliwy tytuł mówi wszystko: Nieziszczalne marzenie. Wygląda na to, że mainstream w końcu zaczyna mierzyć się z symptomami i konsekwencjami upadku, a także z uświadomieniem, iż żaden bóg, żaden rząd, żadne humanistyczne oświecenie i z pewnością żadna technologia nie zdoła mu zapobiec.


Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uważa, że moja praca zasługuje na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

 

 

Opublikowano Poza nadzieją | Dodaj komentarz

Krótki żywot Internetu

Co doprowadzi do permanentnego wyłączenia Internetu szybciej: niedobory energii czy nagła zmiana klimatu?

Klocek domina

W czerwcu br. awaria odcięła dostęp do tysięcy stron internetowych. Należały one m.in. do korporacji Amazon, serwisu Reddit, sklepów Boots, gazet The Guardian i Financial Times, a także Białego Domu i rządu Wielkiej Brytanii.

Tym razem sprawcą nie było ekstremalne zdarzenie pogodowe, lecz amerykańska firma Fastly. Jest ona piątą najważniejszą „siecią dystrybucji treści” (Content Delivery Network – CDN). Ta specyficzna usługa w chmurze zapewnia cyfrową płynność usługom pomniejszym, które nie są w stanie uporać się ze skokami przepustowości.

Liderzy branży – Cloudflare, Amazon Web Services (AWS) i Akamai – kontrolują 89% rynku. Od 2010 r. każdy z nich doświadcza rozległych awarii. Trio zajmuje zaledwie pojedynczy narożnik przepastnego aparatu o zasięgu globalnym, który jest tak nieprzenikniony, jak system bankowy przed krachem w 2008 r.

Zaraz wracam. W czerwcu br. z Internetu zniknęły m.in. linie lotnicze Virgin Atlantic.

Przykład Fastly przypomina, że ogromne fragmenty Internetu od katastrofy dzieli upadek klocka domina. Wielu specjalistów zajmujących się budowaniem usług w chmurze kompletnie ignoruje zagrożenie, ponieważ jest ono rozproszone. Ukryte powiązania między podmiotami idą w miliony.

Niedostrzegalna skala zależności oznacza, iż przypisanie winy jest bardzo trudne. Czerwcowy chaos był dziełem klienta, który postanowił zaktualizować ustawienia. Wprowadzony do kodu Fastly błąd sparaliżował 85% firmowej sieci.

Na zakłócenia podatne są nie tylko CDN. Centra danych, podmorskie kable, sieci telekomunikacyjne i dostawców oprogramowania może zniszczyć cyberatak lub klęska żywiołowa. Eksperci ds. bezpieczeństwa ostrzegają, że w najbliższej przyszłości dojdzie do nieporównanie gorszej awarii. Perspektywa ta jest bardzo realna.przyznał Gav Winter, dyrektor generalny Rapidspike.

„Apokalipsa internetowa”

Słońce kąpie Ziemię we mgle namagnesowanych cząstek. Planetarna tarcza magnetyczna chroni przed destrukcyjnym oddziaływaniem tego elektrycznego wiatru. Po odbiciu zmierza on w kierunku biegunów, pozostawiając za sobą spektakularną zorzę polarną.

Mniej więcej co sto lat wiatr słoneczny zamienia się w burzę. Według ostatnich ustaleń badawczych zaprezentowanych na konferencji teleinformatycznej SIGCOMM 2021 podobne zjawisko o odpowiednio dużym nasileniu „może pogrążyć świat w apokalipsie internetowej”.

Sangeetha Abdu Jyothi z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine alarmuje, iż znaczny odsetek populacji globalnej zostanie pozbawiony dostępu do sieci na całe tygodnie i miesiące. Infrastruktura po prostu nie wytrzyma potężnego uderzenia, które nastąpi po upływie 13 godzin od chwili jego zaobserwowania.

Koronalny wyrzut masy (CME) w sierpniu 2012 r.

W historii najnowszej odnotowano dwa takie kataklizmy – w 1859 i 1921 r. Wcześniejszy, znany jako Zdarzenie Carringtona, wywołał tak poważne zaburzenia geomagnetyczne, że przewody telegrafów stanęły w ogniu, a zorze polarne – zwykle widoczne w pobliżu biegunów – można było podziwiać w równikowej Kolumbii. W marcu 1989 r. solarny wyrzut masy o zdecydowanie mniejszej sile rażenia pozbawił kanadyjską prowincję Quebec prądu na 9 godzin.

Podmorskie kable internetowe posiadają repeatery wzmacniające sygnał optyczny, rozmieszczone w odstępach od 50 do 150 kilometrów. Nie są one odporne na prądy geomagnetyczne. Uszkodzenie pojedynczego urządzenia wystarczy, by całe kable stały się bezużyteczne.

Jeśli w danym regionie zawiedzie część kabli podmorskich, wówczas zerwaniu ulegnie łączność między kontynentami. – pisze Abdu Jyothi. Co więcej, kraje położone w wyższych szerokościach geograficznych, chociażby USA i Wielka Brytania, są o wiele bardziej narażone na wpływ gwałtownej aury słonecznej. To one utracą Internet jako pierwsze.

 Czynnik przyspieszający degradację

Na kręgosłup Internetu składają się serwery i centra danych. Mrowie sprzężonych z nimi jednostek przetwarzających trzeba chłodzić. Proces zużywa coraz więcej prądu. Napędzają go nie tylko rosnące temperatury Ziemi, lecz także sam Internet. Przeglądanie portali społecznościowych i przesyłanie strumieniowe w aplikacjach takich jak Netflix podnosi zużycie drożejącej elektryczności. Lokalne sieci elektroenergetyczne dostają zadyszki.

W analizie zamieszczonej 8 stycznia 2021 r. w czasopiśmie Resource, Conservation and Recycling autorzy obliczyli, że wykorzystanie, transmisja i przechowywanie gigabajta informacji wprowadza do atmosfery od 28 do 54 gramów węgla. Gdy zastosujemy medianę globalną wynoszącą 32 gramy, otrzymamy 97 milionów ton węgla rocznie – wynik przewyższający wspólne emisje Finlandii i Szwecji.

Legion internautów liczy obecnie 4,6 miliarda. Codziennie powiększa się o 900 000. W samych Chinach sieć odwiedzana jest regularnie przez 850 milionów ludzi. Światowa liczba użytkowników mobilnych (tj. posiadaczy telefonów) wynosi 6 miliardów. Dwie trzecie tej zbiorowości udziela się w mediach społecznościowych. Najwyższy odsetek osób surfujących po necie ma Europa – 97%.

Podmorski kabel internetowy na Guamie.

Najwięcej danych pożerają Mieszkańcy Pierwszego Świata. Apetyt wzmaga przejście na 5G, ekspansja sztucznej inteligencji oraz wydobycie kryptowalut. Zgodnie z wyliczeniami zawartymi w raporcie The Shift Project technologie cyfrowe powodują 4% globalnej emisji gazów cieplarnianych. Każdego roku sektor pochłania 9% więcej elektryczności. Internet, komputery i smartfony przyspieszają ogólny cykl degradacji, przybliżając upadek systemowy.

Negatywny wpływ cyfryzacji na biosferę należy mierzyć również ilością wody niezbędną do wygenerowania prądu za pomocą źródeł hydroelektrycznych. Średnia światowa to w tym wypadku milion basenów olimpijskich rocznie. Z kolei przestrzeń, jaką zajmuje już sprzęt centrów danych – gdzie przetrzymywane są tik-toki, e-maile, zdjęcia na Instagramie, filmy i dokumenty tekstowe – odpowiada wielkości Nowego Jorku, Rio de Janeiro i Meksyku.

Aż 99% ruchu internetowego odbywa się za pośrednictwem podmorskich kabli. Wymagają one m.in stacji konserwacyjnych i wspomnianych repeaterów. Naukowcy z Uniwersytetu Oregonu i Uniwersytetu Wisconsin w Madison odkryli, że w samych Stanach Zjednoczonych wzrost poziomu morza o 30 centymetrów zatopi co najmniej 6 400 kilometrów kabla światłowodowego. Większość szkód zostanie wyrządzona wcześniej, niż się spodziewano. stwierdza Paul Barford, jeden z autorów badania opublikowanego w lipcu 2019 r.

Oczywiście infrastruktura internetowa jest zintegrowana z siecią elektroenergetyczną. Architektura tej ostatniej bazuje na wysoce scentralizowanych źródłach produkcji prądu. Zaprojektowano ją według założeń ekonomii skali, aby obsługiwała jednokierunkowy przepływ energii z jak największych elektrowni do mniejszych odbiorców. Zakłady budowane są z dala od konsumentów. W rezultacie funkcjonowanie sieci jest uzależnione od elementów przesyłowych. Ich rychłą ruinę gwarantują wysokie temperatury, pożary, powodzie i huraganowe wiatry.


Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uważa, że moja praca zasługuje na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. exignorant

Opublikowano Pułapka technologiczna | Dodaj komentarz

Duchy w maszynie

Artykuł Charlesa Hugh Smitha – analityka systemowego i finansowego – z 18 października 2021 r.

W pamiętnych słowach Marca Andreessena „oprogramowanie pożera świat”. I cierpi na poważną niestrawność. Zderza się z granicami, które są negowane lub bagatelizowane przez jego promotorów (bez studiów inżynierskich). W prawdziwym świecie rola, jaką odgrywa oprogramowanie w uzupełnianiu strukturalnych niedoborów wielu dóbr i usług, jest mocno ograniczona.

Przyjrzyjmy się aplikacjom reklamowanym jako przykład zautomatyzowanej produktywności. Jeśli faktycznie zasługują na miano „wspaniałych”, to dlaczego potrzebują tysięcy pracowników-widmo, którzy starają się utrzymać połowiczną funkcjonalność cyber-bałaganu? Za mieniącą się, radosną fasadą krainy technologicznych czarów tysiące niedocenianych ludzi musi wykonywać zadania, z którymi zautomatyzowane oprogramowanie zwyczajnie sobie nie radzi.

Korporacyjni pracodawcy deprecjonują ich wkład, z kolei większość konsumentów nawet nie wie, że istnieją. Tymczasem firmy takie jak Uber czy Amazon, od których aplikacji i usług zależne są miliony użytkowników, nie operowałyby bez niewidzialnej, nisko opłacanej harówki „pracowników-widmo”. [Jacobin, 12 października 2021 r.]

Niewidzialna „siła robocza na żądanie” obsługuje wszystkich – Facebooka, Ubera i innych. I niewiele z tego ma. [The Reboot, 25 stycznia 2021 r.]

Wizja oprogramowania pożerającego świat jest nieodłączną częścią porywającej fantazji, zgodnie z którą ludzie industrialni mieliby uwolnić się od znoju i niedostatków, i pławić w niemal nieskończonej obfitości generowanej przez techno-magię. Obietnica ta niespecjalnie pociąga specjalistów usiłujących chronić oprogramowanie i robotykę przed awariami – zbyt dobrze znają realia, których nie pojmują myślący życzeniowo entuzjaści.

Lista trudności, które z roku na rok były „bliskie pokonania”, jest długa. Zautomatyzowany nadzór nad treściami w mediach społecznościowych dzięki troskliwej opiece „sztucznej inteligencji”? Pewnie. Tylko w jakim celu Facebook i inni eksploatują za śmieszne wynagrodzenia liczącą dziesiątki tysięcy osób armię najemników przeglądających miliony postów i zdjęć? Dla kaprysu? Wbrew niewzruszonym wierzeniom „sztuczna inteligencja” (cokolwiek to pojęcie oznacza) nie potrafi rozwiązywać złożonych problemów.

Autor: Julia Kuo.

Mamy samojezdne auta! Cóż, prawie. Gdy warunki pogodowe i inne sprzyjają, prototypy wypadają znakomicie. To znaczy w pewnym sensie. Ale ideał jest coraz bliżej. Oby tylko Internetu nie wyłączyli, czujniki nie wysiadły, a pobliska rzeczka nie wystąpiła z brzegów. Rzadko wspomina się o ogromnej infrastrukturze, która warunkuje istnienie tych cudów techniki. Niezawodny musi być nie tylko sprzęt pokładowy, lecz także Internet, GPS, sieć elektroenergetyczna itp. W przeciwnym razie oprogramowanie stanie się bezużyteczne. Ten rozbudowany łańcuch zależności jest z natury bardzo kruchy. Oprogramowanie znajduje się na jego końcu.

Czy zautomatyzowane usługi są tak skuteczne, że korzystają z nich oligarchowie, którzy na nich zarabiają? Ależ skąd. Czy multimilionerzy powiększający swoje fortuny poprzez obniżanie kosztów i praktykowanie offshoringu faktycznie używają systemów oprogramowania, które narzuciły nam ich monopole i kartele? Ależ skąd. Mają osobistego asystenta, nianię, kierowcę, służących „dorywczych” itd. To oni zaspakajają ich potrzeby tu i teraz. To my – czyli cała reszta – jesteśmy zmuszeni znosić dysfunkcyjny, frustrujący „raj” oprogramowania.

Gdy sieciowe dostawy prądu przejdą do historii wskutek braku energii, będziemy pocieszać się, że oprogramowanie przyniesie nam nieskończoną obfitość. Oczywiście krzepiącymi urojeniami podzielimy się „w realu”, bo Internet zgaśnie.


Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uważa, że moja praca zasługuje na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Opublikowano Pułapka technologiczna | Dodaj komentarz