Oblicza upadku: Zimbabwe

Opracowanie na podstawie raportów WFP, ITV, EOS, Hwange i Trócaire.

W Afryce Południowej temperatury rosną ponad dwukrotnie szybciej od średniej światowej. Wzorce opadów zostały zaburzone. Pory deszczowe zatraciły swoją regularność. Susze powracają coraz częściej: w minionym pięcioleciu zdarzyło się to trzykrotnie.

Dzika przestrzeń stworzona przez nagłą zmianę klimatu – wyschnięta pustynia, na której nic nie rośnie – ciągnie się w Zimbabwe przez wiele kilometrów. Większość obszarów wiejskich pozbawionych jest upraw, zwierząt i wody. Kraj ten był kiedyś spichlerzem Afryki Południowej, ale globalne ocieplenie w połączeniu z zapaścią gospodarczą przeobraziły go w pustkowie.

Zimbabwe zamienia się w pustynię.

Już w 2019 r. istniała obawa, że załamanie bezpieczeństwa żywnościowego w tej części kontynentu przyniesie powszechny głód. Słynący z niebywałej wytrzymałości i pomysłowości Zimbabwejczycy znajdowali rozwiązania, które pozwalały im przetrwać różne wstrząsy. Tradycyjne mechanizmy obronne przestały wystarczać: naród, który dawniej był w stanie się wyżywić, teraz jest całkowicie zależny od pomocy zagranicznej.

Rodziny kładą się spać bez posiłku. Brakuje czystej wody. Aptekarze alarmują o niedoborach podstawowych lekarstw. Waluta jest trudno dostępna. Szaleje hiperinflacja. Dystrybutory na stacjach benzynowych są nieczynne. Przerwy w dostawie prądu przedłużają się. Padają tysiące zwierząt hodowlanych. Nieliczni orzą pola. Nawet gdyby ludzie zaufali pogodzie, to i tak nie kupiliby nasion, bo nie mają pieniędzy. Tak wyglądała codzienność 9,7 miliona obywateli pod koniec 2019 r.

Pole kukurydzy.

Roczne opady deszczu nie wystarczają do uzupełnienia warstw wodonośnych zasilających odwierty. Sporadyczne deszcze są tak intensywne, że woda nie przedostaje się na większe głębokości – spływa do strumieni i trafia do pobliskiego oceanu. W Zimbabwe ponad 38% populacji funkcjonuje dzięki wodom podziemnym zaspokajającym zapotrzebowanie gospodarstw domowych, rolnictwa i przemysłu. W czasie suszy nadmierna ich eksploatacja sprawia, iż rezerwuary i pompowane ręcznie studnie zanikają w zastraszającym tempie. Tysiące spragnionych osób tłoczy się na prowincji przy nielicznych źródłach, jakie pozostały.

Fotograficzna pamiątka z „dobrych czasów”.

W sezonie letnim 2019–2020 spodziewaliśmy się obfitszych opadów; tymczasem były jeszcze słabsze niż wcześniej. – mówi Danai Mutoro z wioski Chitora. Racjonujemy wodę, bo zostało jej bardzo mało. Na każdą rodzinę przypada 20 litrów dziennie. – przyznaje Lovemore Muradzikwa, rolniczka z Mafuke. Problem wyczerpywania się wód gruntowych dotyczy też obszarów sąsiadujących z ośrodkami miejskimi. Dochodzi tam do regularnego zapadania się odwiertów.

Angelina Mhlanga.

Trzech na czterech Zimbabwejczyków kultywuje własne rośliny jadalne. Tegoroczne zbiory pokryją tylko połowę krajowego zapotrzebowania na żywność. Kiedy susza zniszczyła poletko kukurydzy 66-letniej Angeliny Mhlangi, gotowanie dla trojga wnucząt stało się wyzwaniem. Gdy przychodzi pora posiłku, moje serce krwawi, bo nie mam dość jedzenia. – wyznaje kobieta. ONZ ostrzega, że głód zagraża już 5 milionom obywateli – jednej na trzy osoby.

Hipopotam uwięziony w wysychającym akwenie.

Głód zabija zwierzęta: w ciągu trzech miesięcy zginęło ponad 200 słoni. Susze pustoszą Park Narodowy Hwange. Jego zdesperowani mieszkańcy muszą ratować się ucieczką. Poszukując pożywienia i wody, wkraczają do ludzkich osad. Dochodzi do śmiertelnych konfrontacji. W ostatnich latach zjawisko nasiliło się w północno-zachodnim regionie państwa – w samym 2019 r. odnotowano tam 311 podobnych incydentów.

Szczątki słonia uśmierconego przez suszę.

Pandemia spotęgowała następstwa serii klęsk żywiołowych, w tym cyklonu, który uderzył w 2020 r. Jej gospodarcze i społeczne skutki są druzgocące. COVID-19 poważnie ograniczył zdolność wielu ludzi do zarabiania pieniędzy. Nie tylko utrudnił lub odciął dostęp do rynków, zakłócił też handel transgraniczny i przepływ przekazów pieniężnych. Przykładowo w RPA mieszka ponad 4 miliony Zimbabwejczyków, którzy wysyłają środki pieniężne swoim bliskim. To wsparcie w dużym stopniu pozwalało ich krewnym „utrzymać się na powierzchni”. Bezrobocie jest na poziomie 80%, a inflacja przekroczyła 700%.

Lockdown w Harare, stolicy Zimbabwe.

Ludność wiejska migruje do miast, gdzie podstawowe usługi są niedostępne. Rząd zwolnił setki strajkujących lekarzy, którzy domagali się podwyżki pensji. Szpitale zostały sparaliżowane. Tylko członkowie bogatej elity mogą sobie pozwolić na leczenie w prywatnych klinikach. Szkoły otwarto dopiero po ośmiu miesiącach. Ubodzy rodzice nie wysłali do nich swoich dzieci; wybór między uiszczeniem obowiązkowej opłaty za naukę a kupieniem warzyw nie jest trudny. Bez edukacji moje dzieci nie będą miały przyszłości, ale bez jedzenia nie będą miały jutra. – stwierdziła Sebiya Chakombera.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Oblicza upadku. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.