Oblicza upadku: Kraj Nawaho

Fragment reportażu Andrew Hay’a i Stephanie Keith z 7 października 2020 r.

Rezerwat Indian Nawaho od dwóch dekad doświadcza ekstremalnej suszy. Wokół farmy owiec należącej do Maybelle Sloan rozciąga się bezmiar brązowej ziemi pokrytej bylicą. Wiatr rozwiewa pył na pustynnym płaskowyżu, a dym z pożarów w Arizonie i Kalifornii spowija pobliską krawędź Wielkiego Kanionu. Monsuny po raz kolejny nie przyniosły opadów. Stawy hodowlane, które gromadzą deszczówkę na lato, są suche.

Gospodarstwo pośród pustynnego krajobrazu Kraju Nawaho.

Maybelle, 59-letnia kobieta, wypełnia koryto wodą z białego, plastikowego zbiornika o pojemności 4 500 litrów. Nie może inaczej napoić swoich zwierząt, bo wody gruntowej nie ma. Niedawno zepsuł się jej pikap i wraz z mężem Leonardem musi teraz płacić 300 dolarów za napełnienie cysterny. Kiedy auto jest sprawne, sama dostarcza wodę co drugi dzień, wydając 80 dolarów tygodniowo na paliwo. Koszt transportu sprawia, że ranczo jest nieopłacalne.

Maybelle i Leonard Sloan.

Kraj Nawaho, który obejmuje obszar 70 000 kilometrów kwadratowych między stanami Arizona, Nowy Meksyk i Utah, walczy o wodę z metropoliami takimi jak Phoenix i Los Angeles. Zaburzenie klimatu zamienia Zachód Stanów Zjednoczonych w pustynię, przez co zaopatrzenie staje się coraz bardziej niepewne. Na papierze dostęp do wody jest rezerwatowi gwarantowany zgodnie z federalną doktryną „praw zastrzeżonych”, która głosi, iż Rdzenni Amerykanie mają prawo do ziemi i jej zasobów na mocy traktatów podpisanych z rządem. W praktyce Nawaho i inne plemiona zostały w XX wieku pominięte w wielu kluczowych negocjacjach dotyczących podziału wód na zachodzie kraju.

Maybelle i Leonard Sloan opuszczają zagrodę.

W minionych dziesięcioleciach deszcz padał każdego roku około czerwca, lipca i sierpnia – wspomina Leonard Sloan. 64-letni farmer wskazuje na puste stawy znajdujące się opodal skały o nazwie Missing Tooth Rock. Burzowe ulewy wypełniały je po brzegi. Globalne ocieplenie zabrało nam deszcz. Mamy go niewiele. Aby ocalić ranczo, państwo Sloan korzystają ze studni inwentarskiej położonej 24 kilometry stąd. Wydają od 3 000 do 4 000 dolarów rocznie na siano. Muszą uzupełniać paszę dla swoich podopiecznych, bo na otwartym wybiegu nie ma już wystarczającej ilości trawy. Ranczerzy pamiętają, że jeszcze w latach 80. trawa była tak wysoka, że sięgała końskiego brzucha. Jednak od połowy lat 90. w rezerwacie panuje nieubłagana susza.

Rodzinny dom 85-letniej Sary Begay w Bodaway Chapter.

Według danych z monitoringu, które analizuje klimatolog David Simeral z Instytutu Badań nad Pustynią w Nevadzie (Desert Research Institute), tegoroczny okres od czerwca do sierpnia był najbardziej suchym w historii pomiarów. Trend ocieplenia potęguje pustynnienie. Amerykańska Służba Geologiczna (Geological Survey – USGS) podała, że wydmy pokrywają już blisko jedną trzecią rezerwatu. Spośród wielu tutejszych rzek pozostała tylko jedna, która płynie przez cały rok. – zauważa Margaret Redsteer z Uniwersytetu Waszyngtońskiego w Bothell. Mamy do czynienia ze stopniową katastrofą. – dodaje uczona.

Poranny wypas owiec i kóz.

Maybelle zmniejszyła swoje stado do 24 owiec. Leonard namawia ją, by pozbyła się ich i 18 kóz, i skupiła na 42 sztukach bydła, które przynoszą na rynku więcej pieniędzy. Ale kobieta wzdryga się na samą myśl o zrezygnowaniu z hodowli, której nauczyła się od babki i matki. Jej ojca, matkę i siostrę uśmiercił w kwietniu koronawirus. Robię to dla moich rodziców. – mówi Maybelle. Gdy ociera łzy, jej zwierzęta liżą bloki soli i gaszą pragnienie.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Oblicza upadku. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.