Zestawienie aktualizacji: wrzesień/listopad 2020 r.

Nagła zmiana klimatu: Globalne ocieplenie przekroczyło poziom 2°C:

Ocieplenie Ziemi o 2°C sprawi, że gleby uwolnią ~230 miliardów ton węgla

Międzynarodowe badanie przeprowadzone przez Uniwersytet Exeter ustaliło, że ocieplenie Ziemi o 2°C w porównaniu z epoką preindustrialną (1750 r.) sprawi, iż gleby uwolnią ~230 miliardów ton węgla (ponad czterokrotnie więcej niż 100-letnie emisje Chin i ponad dwukrotnie więcej niż 100-letnie emisje Stanów Zjednoczonych). Gleby świata zawierają od dwóch do trzech razy więcej węgla niż atmosfera. Rosnące temperatury przyspieszają proces dekompozycji, przez co skracają czas magazynowania węgla (tzw. obrót węgla glebowego). Te dramatyczne szacunki zostały zaniżone. Nasza analiza wyklucza najbardziej skrajne przewidywania i nie obejmuje strat węgla zalegającego w głębokiej wiecznej zmarzlinie, przyznała współautorka dr Sarah Chadburn. Reakcja gleb na zmianę klimatu jest obszarem największej niepewności w prognozach zmiany klimatu. Aby lepiej zrozumieć ten wycinek obiegu węgla, naukowcy połączyli dane obserwacyjne z modelami systemu Ziemi. Dzięki temu zabiegowi udało się im zredukować niepewność związaną ze wzrostem średniej temperatury planety o 2°C ze 120 miliardów ton węgla do 50 miliardów ton węgla. Wyniki dochodzenia zostały opublikowane 2 listopada 2020 r. w Nature Communications.

Nagła zmiana klimatu: Czerwony alarm na Syberii:

Wzrost temperatur Arktyki o kilka stopni Celsjusza rozmroził wieczną zmarzlinę

Powszechnie wiadomo, iż podziemne zlodowacenia Arktyki zawierają znacznie więcej węgla, niż atmosfera. Interdyscyplinarny zespół z Uniwersytetu Sztokholmskiego przedstawił dowody na to, że pod koniec ostatniej epoki lodowcowej szybkie ocieplenie klimatu doprowadziło do intensywnego topnienia arktycznej wiecznej zmarzliny na ogromną skalę. Odkrycie opublikowane 16 października 2020 r. w Science Advances jest niepokojące: wzrost temperatur Arktyki zaledwie o kilka stopni Celsjusza rozmroził permafrost na wielkim obszarze, wywołał erozję wybrzeża i uwolnił do atmosfery dwutlenek węgla i metan. Nasze badanie po raz pierwszy pokazuje pełną historię tego, jak ocieplenie sprzed 14 700–11 700 lat – związane ze skokiem koncentracji CO2, który ujawniły próbki rdzeni lodowych z Antarktydy – wpłynęło na wieczną marzłoć na Syberii. Doszło do emisji znacznych ilości gazów cieplarnianych, powiedział dr Jannik Martens, główny autor pracy. Naukowcy dowiedzieli się także, że rozmrażanie ekosystemu na dalekiej północy jest uzbrojone w „czuły wyzwalacz”, który gwałtownie przeobraża tamtejszy krajobraz. Ten zidentyfikowany proces wyzwolenia jest już w toku: w ciągu ostatnich dwóch lat analizy terenowe potwierdziły, iż w wielu lokalizacjach topnienie permafrostu wyprzedza modele klimatyczne o 70 lat.

Służba Zmiany Klimatu UE Copernicus (Climate Change Sevice Copernicus) podała w swoim raporcie z 5 czerwca 2020 r., że średnia majowa temperatura w okręgach Syberii znanych z rozległych pokładów wiecznej marzłoci była wyższa od normy z lat 1981-2020 aż o 10°C!

Arktyczna zmarzłoć uwolni więcej węgla. Starożytne pokłady kontynentalnego metanu trafiają już do atmosfery:

Przybrzeżna wieczna zmarzlina uwalnia więcej węgla, niż sądzono

Naukowcy od dawna uważali, że wieczna zmarzlina rozciąga się z tundry na plaże i dalej aż do dna morskiego. Ponadto panowało wśród nich przekonanie, iż permafrost na takich opadających łagodnie zboczach ma strukturę solidną niczym cegła, która blokuje ogromne ilości zalegającego w nim węgla. Jednak nowe badanie przeprowadzone przez ekspertów z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin zmieniło ten paradygmat. Uczeni odkryli, że wieczna zmarzłoć przeważnie nie występuje w płytkim dnie morskim wzdłuż wybrzeża północno-wschodniej Alaski. Oznacza to, iż węgiel może być uwalniany ze źródeł przybrzeżnych znacznie łatwiej, niż sądzono wcześniej. Wyniki dochodzenia zostały opublikowane 23 października 2020 r. w Science Advances.

Jak bardzo może przyspieszyć szóste wymieranie planetarne?:

W 2020 r. na Syberii doszło do największego wybuchu metanu

Rosyjscy naukowcy potwierdzili definitywnie w badaniu opublikowanym 22 maja 2020 r. na łamach Geosciences, że powstanie krateru gazowego w wiecznej zmarzlinie polega na wyrzucie mieszanki składającej się ze skał, lodu, wody i gazów. Niektórzy specjaliści nazywają to kriowulkanizmem. W permafroście znajdują się puste przestrzenie wypełnione metanem pod wysokim ciśnieniem. Warstwa, która je przykrywa, ma grubość około 5–10 metrów. W takim pęczniejącym pingo dochodzi ostatecznie do eksplozji CH4 zgromadzonego pod topniejącym zlodowaceniem. Wzdymanie się powierzchni, które poprzedza powstanie krateru gazowego, odbywa się często w ciągu 1–2 lat, piszą autorzy analizy. Po upływie następnego roku–dwóch kratery zmieniają się w jeziora, które z czasem trudno jest odróżnić od jezior termokrasowych w arktycznej tundrze. W 2020 r. na Syberii północnej odkryto największy z dotychczasowych „lejów” – ma 50 metrów głębokości. (Pierwsze takie zdarzenie miało miejsce w 2014 r.) To, co dziś widzieliśmy, oszałamia swoją wielkością. Takie obiekty są tworzone przez potężne siły natury, powiedział dr Jewgienij Czuwilin z Instytutu Nauki i Technologii w Skołkowie.

Nagła zmiana klimatu: „Przerażające zdjęcia” z bieguna północnego:

Północna Droga Morska po raz pierwszy bez lodu

W 2020 r. po raz pierwszy w historii żaglowiec pokonał rosyjski szlak arktyczny pomiędzy Pacyfikiem i Atlantykiem. W dniu 13 października STS Siedow, największy czteromasztowiec świata, minął południowy kraniec archipelagu Nowa Ziemia. Jeszcze kilka lat temu podróż ta byłaby nie do pomyślenia. Stała się możliwa dzięki bezprecedensowym warunkom atmosferycznym. Według dziennika pokładowego temperatura utrzymywała się niemal przez cały czas powyżej zera, a lodu morskiego praktycznie nie było. Spodziewaliśmy się, że napotkamy jakiś lód w Cieśninie Wilkickiego i Cieśninie De Longa. Przepłynęliśmy całe Morze Północne, ale pokruszonego lodu i gór lodowych nie było, powiedział Michaił Nowikow, kapitan statku. Przebycie Północnej Drogi Morskiej jest kulminacją wyprawy, która rozpoczęła się 1 listopada 2019 r. i objęła 25 tysięcy mil morskich.

Dodatnie sprzężenia zwrotne klimatu uruchomione przez silnik cieplny cywilizacji przemysłowej:

Wyższe koncentracje atmosferyczne CO2 przyspieszają wzrost i śmierć drzew

92. Globalne lasy – zwłaszcza w tropikach – pochłaniały od 25 do 30% dwutlenku węgla generowanego przez cywilizację przemysłową. Wyższe koncentracje CO2 w atmosferze stymulują wzrost drzew. Jednak badanie opublikowane 8 września 2020 r. w Nature Communications stwierdziło, że drzewa, które rosną szybko, umierają młodo i uwalniają zmagazynowany węgiel. W ostatnich dziesięcioleciach społeczeństwo skorzystało na zdolności lasów do absorbowania węgla, powiedział Steve Voelker z Kolegium Nauk o Środowisku i Leśnictwie Uniwersytetu Stanu Nowy Jork. Jednak tempo pochłaniania CO2 będzie (dodatkowo) zanikać, gdy rosnące wolno i długowieczne drzewa zostaną wyparte przez rośliny rosnące szybko, które żyją krócej i maja mniejszą odporność, dodał współautor analizy. Drzewa osiągające dojrzałość szybciej słabo bronią się przed chorobami, atakami owadów i suszą. Zwiększone stężenia CO2 pozbawiają lasy funkcji pochłaniacza dwutlenku węgla. Naukowe ustalenia zaprzeczają twierdzeniu, iż emisje węglowe z eksploatacji paliw kopalnych można „zrównoważyć” przez sadzenie drzew (lub unikanie wylesiania), podsumował wyniki analizy David Lee, profesor nauk o atmosferze z Uniwersytetu Manchesteru.

Globalne ocieplenie sprawia, że oceany są stabilniejsze, przez co pochłaniają mniej węgla

93. Globalne ocieplenie sprawia, że atmosfera staje się coraz bardziej niestabilna, z kolei oceany stają się coraz bardziej stabilne. Według międzynarodowego zespołu klimatologów ten wzrost stabilności jest większy niż przewidywano, co oznacza, iż Wszechocean będzie pochłaniał mniej węgla i będzie mniej produktywny. W stabilniejszym oceanie warstwy nie mieszają się: chłodniejsze, natlenione wody, które znajdują się niżej, nie unoszą się i nie dostarczają tlenu i składników odżywczych do wód powierzchniowych, zaś ciepłe wody powierzchniowe nie pochłaniają dwutlenku węgla i nie magazynują go w głębinach. Zdolność oceanów do pochłaniania ciepła z atmosfery i łagodzenia globalnego ocieplenia słabnie, gdy ocean staje się bardziej uwarstwiony i występuje w nim mniej mieszania, wyjaśnił Michael Mann, profesor nauk o atmosferze, dyrektor Centrum Nauk o Systemie Ziemi na Uniwersytecie Stanu Pensylwania i główny autor badania. Mniej mieszania ocieplających się wód oznacza, że powierzchnia nagrzewa się jeszcze szybciej, prowadząc przykładowo do silniejszych huraganów. Globalne modele klimatyczne zaniżają impet tych trendów. Eksperci zanurzyli się we Wszechoceanie głębiej niż dotychczasowe analizy i dysponował bardziej wyrafinowaną metodą radzenia sobie z lukami w danych. Wyniki zostały przedstawione 28 września 2020 r. w Nature Climate Change.

Lasy-widma rozprzestrzeniające się na wybrzeżach za sprawą wzrostu poziomu morza potęgują globalne ocieplenie

Podnoszące się morza zabijają drzewa, które żywią się słodką wodą. Proces pozostawia za sobą bagna z martwymi lub umierającymi w nich białymi suszkami. Tak powstają lasy-widma. Naukowcy odkryli, że ich rozprzestrzenianie się na wybrzeżach potęguje globalne ocieplenie. Badanie opisane 29 września 2020 r. w Nature Geoscience ustaliło, iż zmiana lasu w bagna wzdłuż linii brzegowej półwyspu Albemarle-Pamlico doprowadziła do uwolnienia znacznej ilości węgla zmagazynowanego w roślinach i drzewach. Wiele osób uważa, że wzrost poziomu mórz stanowi zagrożenie długoterminowe, powiedziała główna autorka pracy Lindsey Smart z Centrum Analityki Geoprzestrzennej Uniwersytetu Karoliny Północnej. W rzeczywistości obserwujemy poważne przeobrażenia w krótszych okresach czasu z powodu interakcji między stopniowym podnoszeniem się mórz a ekstremalnymi zdarzeniami pogodowymi takimi jak huragany lub susze, które przenoszą słoną wodę w głąb lądu. Uczeni prześledzili ekspansję lasów-widm na półwyspie o powierzchni 4 000 kilometrów kwadratowych. Okazało się, iż w latach 2001–2014 pokryły one 15% powierzchni. Według kalkulatora równoważności gazów cieplarnianych amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska jest to odpowiednik rocznych emisji 102 900 samochodów osobowych. Ponadto ustalono, że niebagatelną rolę odegrały susze: wywołują one większe i intensywniejsze pożary lasów i sprzyjają zasalaniu ekosystemów słodkowodnych. Kombinacja wzrostu poziomu morza i susz będzie powodować coraz większe straty netto planetarnej biomasy.

Zmiana klimatu wysusza mokradła i uwalnia zmagazynowane w nich gazy cieplarniane

94. Naukowcy odkryli, że podczas susz zachodzi wiele fizycznych i chemicznych przeobrażeń, które prowadzą do poważnego i często nieodwracalnego wysychania gleb na obszarach podmokłych. Mokradła na całym świecie są niezwykle ważne, ponieważ pozwalają zachować bioróżnorodność Ziemi i magazynują ogromne ilości węgla, który w przeciwnym razie pozostałby w atmosferze i przyspieszył zmianę klimatu, mówi kierownik projektu prof. Luke Mosley z Instytutu Środowiska i Szkoły Nauk Biologicznych Uniwersytetu Adelajdy. Tereny podmokłe doświadczają już „susz wodnych” zarówno w wyniku globalnego ocieplenia, jak i podczas wydobywania lub przekierowywania wody, która trafiłaby do nich w normalnych warunkach. W badaniu opublikowanym w listopadzie 2020 r. w Earth-Science Reviews opisano, w jaki sposób susze powodują pęknięcia, zagęszczenia, zakwaszenia, utratę materii organicznej i zwiększoną emisję gazów cieplarnianych (m.in. metanu). Na poziomie globalnym gleby te są bardzo wrażliwe na skutki zmiany klimatu, powiedziała główna autorka dr Erinne Stirling z Uniwersytetu Zhejiang (Chiny) i Uniwersytetu Adelajdy.

Arktyczne rzeki topią lód morski i ocieplają atmosferę

95.Międzynarodowe badanie opublikowane 6 listopada 2020 r. w Science Advances ujawniło, że ogrzane rzeki arktyczne powodują topnienie arktycznego lodu i ocieplają atmosferę. Główne cieki wodne regionu dostarczają do Oceanu Arktycznego znacznie więcej ciepła niż w 1980 r. Naukowcy ustalili, iż jest ono odpowiedzialne za około 10% całkowitej utraty paku szelfowego w latach 1980–2015, czyli w przybliżeniu 310 000 kilometrów kwadratowych lodu o grubości 1 metra. Proces osiąga swoje apogeum podczas wiosennych roztopów. Rzeczna woda wpada do Oceanu Arktycznego i po stopieniu lodu morskiego od spodu zaczyna ocieplać atmosferę. Analiza wykazała, że dużo więcej energii cieplnej rzek ogrzewa atmosferę niż ocean. Powietrze przemieszcza się, zatem wywiera wpływ na obszary Arktyki znajdujące się daleko od delt. Konsekwencje zaobserwowanego zjawiska były najbardziej widoczne w Arktyce Syberyjskiej, gdzie kilka dużych rzek wpływa do stosunkowo płytkiego regionu szelfowego, który rozciąga się na szerokość blisko 1 500 kilometrów od linii brzegowej. To kolejne aktywne dodatnie sprzężenie zwrotne klimatu: rosnące temperatury powietrza ogrzewają rzeki polarne, przez co do Oceanu Arktycznego trafia więcej ciepła, które topi lód morski i przyspiesza ocieplenie Arktyki. To bardzo niepokojące, ponieważ wszystkie te zmiany przyspieszają jednocześnie, powiedział Igor Polakow, oceanograf z Międzynarodowego Centrum Badań Arktycznych Uniwersytetu Alaski w Fairbanks (IARC) oraz Fińskiego Instytutu Meteorologicznego. Nagłe zmiany, jakie zachodzą od około dekady, są po prostu niewiarygodne, dodał współautor badania.

Starzenie się sadzy potęguje globalne ocieplenie

96. Pożary lasów, a także cywilizacyjne spalanie drewna, produktów ropopochodnych i innych materiałów organicznych uwalnia do atmosfery cząsteczki sadzy składające się głównie z węgla. W atmosferze cząsteczki te zmieniają nie tyko przebieg tworzenia i rozwoju chmur, lecz także ich właściwości. Zespół badawczy kierowany przez Ulrike Lohmann, profesor z Instytutu Atmosfery i Klimatu Politechniki Federalnej w Zurychu (ETHZ), po raz pierwszy zanalizował, w jaki sposób dwa rodzaje cząsteczek sadzy – aerozole, które starzeją się wskutek oddziaływania ozonu i kwasu siarkowego – wpływają na chmury i tym samym na klimat. Naukowcy ustalili, iż przy rosnącym poziomie koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze oba rodzaje starzenia się sadzy potęgują globalne ocieplenie. Badanie opublikowano 29 września 2020 r. w Nature Geoscience.

Interakcja między dodawaniem azotu do upraw a globalnym ociepleniem zwiększa rolnicze emisje gazów cieplarnianych

102. Coraz bardziej intensywne stosowanie nawozów azotowych w produkcji żywności na całym świecie powoduje wzrost koncentracji dwutlenku azotu (NO2) – gazu cieplarnianego 300 razy silniejszego od dwutlenku węgla, który pozostaje w atmosferze przez ponad 100 lat. Badanie opublikowane 7 października 2020 r. Nature, przeprowadzone przez naukowców z 48 instytucji badawczych w 14 krajach, ujawniło alarmujący trend: emisje NO2 rosną szybciej, niż przewidziały to nawet najbardziej pesymistyczne scenariusze Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (IPCC), według których średnia temperatura Ziemi znacznie przekroczy 3°C w porównaniu z epoką preindustrialną. W okresie 1750–2018 stężenie atmosferyczne NO2 zostało zwiększone o 20% (z 270 ppb do 331 ppb). Gros tego skoku zaobserwowano w ostatnich 50 latach (w ciągu minionych czterech dekad emisje wzrosły o 30%). Co więcej, dwutlenek azotu jest poza tym najważniejszym cywilizacyjnym czynnikiem niszczącym stratosferyczną warstwę ozonową, która chroni Ziemię przed szkodliwym promieniowaniem ultrafioletowym. Autorzy zidentyfikowali też wyłaniające się nowe „sprzężenie zwrotne” klimatu – interakcja między praktyką dodawana azotu do upraw a globalnym ociepleniem potęguje rolnicze emisje gazów cieplarnianych.

Nagła zmiana klimatu: W ciągu trzech lat czas trwania podwodnych upałów wydłużył się trzykrotnie:

W ciągu kilku dekad cywilizacja przemysłowa zwiększyła ponad 20-krotnie częstość występowania podwodnych upałów

Naukowcy z Centrum Badań nad Klimatem na Uniwersytecie w Bernie odkryli, że fale podwodnych upałów stały się ponad 20 razy częstsze za sprawą cywilizacji przemysłowej. Lista negatywnych skutków jest długa: zwiększona śmiertelność ptaków, ryb i ssaków morskich, wyniszczające zakwity glonów, znaczna redukcja podaży składników odżywczych, blaknięcie koralowców i przyspieszenie procesu zanikania i rozpadu polarnych czap lodowych.

Autorzy pracy opublikowanej 25 września 2020 r. w Science przeanalizowali pomiary satelitarne temperatury powierzchni mórz w latach 1981–2017. W pierwszej dekadzie wystąpiło 27 fal intensywnych upałów, które trwały średnio 32 dni i osiągnęły maksymalne temperatury o 4,8°C wyższe od średniej długoterminowej. W ostatniej dekadzie poważnych upałów było już 172, utrzymywały się przeciętnie przez 48 dni i przekraczały średnią temperaturę o 5,5°C. Należy podkreślić, że w normalnych warunkach wahania temperatury oceanów są nieznaczne. Kilkutygodniowe odchylenia o 5,5°C na obszarze 1,5 miliona kilometrów kwadratowych – 35 razy większym od Szwajcarii – stanowią porażającą zmianę środowiskową w życiu organizmów morskich.

Lasy tropikalne szybko tracą zdolność do pochłaniania węgla:

Rekordowa degradacja brazylijskiej Amazonii przyspiesza i prowadzi las deszczowy ku katastrofie

Analiza danych satelitarnych z okresu 1991–2014 ujawniła, iż zjawisko przyspiesza i znacznie wyprzedza deforestację i jej skutki. Jest ono napędzane przez wzrost selektywnego pozyskiwania drewna, pożary podszycia, obrzeża lasów i fragmentację. Degradacja zwiększa emisje gazów cieplarnianych i utratę różnorodności biologicznej; sprzyja też wybuchom chorób zakaźnych, ponieważ przemieszczająca się dzika przyroda wchodzi coraz częściej w kontakt z ludźmi. Wyniki badania zostały przedstawione 11 września 2020 r. w Science.

Raport „Żyjąca Planeta 2020”: Upadek ekosystemów, bez których ludzkość nie przetrwa, gwałtownie przyspiesza:

Żaden z celów ochrony bioróżnorodności nie został osiągnięty

W 2010 r. przedstawiciele 196 krajów spotkali się w Japonii i wyznaczyli 20 celów ochrony zagrożonej różnorodności biologicznej Ziemi na dekadę 2010–2020. Termin właśnie minął i żaden z tych żałosnych skądinąd celów nie został osiągnięty, o czym poinformował 15 września 2020 r. raport Global Biodiversity Outlook opracowany przez ONZ.

Ogromne połacie dzikiej przyrody znikają w szybkim tempie na całej Ziemi

Badanie zamieszczone 18 września 2020 r. w One Earth wykazało, iż w ciągu zaledwie 13 lat działalność cywilizacji spustoszyła nienaruszone krajobrazy wielkości Meksyku. Usunięcie 1,9 miliona kilometrów kwadratowych ekosystemu wywiera głęboki negatywny wpływ na bioróżnorodność planety i potęguje zmianę klimatu – ziemie te służyły jako pochłaniacze magazynujące dwutlenek węgla. Korzystając głównie ze zdjęć satelitarnych, 17 naukowców z sześciu krajów zbadało globalny ślad ekologiczny człowieka cywilizowanego w latach 2000–2013.

Spodziewaliśmy się, że poziomy wyniszczenia nietkniętej dzikiej przyrody będą wysokie, ale wynik nas zaszokował. Utrata blisko 2 milionów kilometrów kwadratowych ekosystemu jest przerażająca. Odkrycie pokazuje, iż nasza presja rozlewa się coraz dalej na ostatnie dziewicze obszary Ziemi, powiedziała główna autorka Brooke Williams z Uniwersytetu Queensland. Dane nie kłamią. Ludzkość wciąż zmniejsza habitaty potrzebne do przetrwania innym gatunkom, podkreślił prof. James Watson z Towarzystwa Ochrony Dzikiej Przyrody (Wildlife Conservation Society), współautor analizy.

Odkrycie jest zatrważające. Tropiki cierpią szczególnie – błyskawicznie trzebione są nie tylko tamtejsze lasy, lecz także inne typy siedlisk takie jak sawanny i łąki rodzime, zauważył Bill Laurance, dyrektor centrum badań nad środowiskiem tropikalnym i zrównoważonym rozwojem Uniwersytetu Jamesa Cooka. Lasy deszczowe w Azji Południowo-Wschodniej także zanikają – to jedne z najbogatszych biologicznie ekosystemów na Ziemi, dodał.

Nagła zmiana klimatu: W ciągu pięciu lat globalne emisje metanu skoczyły o 50%:

Wykładniczy wzrost emisji metanu branży naftowo-gazowej w 2020 r.

Raport firmy analitycznej Kayrros stwierdził, że mimo fatalnego wpływu pandemii na przemysł naftowy i gazowy emisje branżowe metanu odnotowały w pierwszych ośmiu miesiącach 2020 r. wykładniczy wzrost o 32% w porównaniu z tym samym okresem w 2019 r. Rekordzistami były Stany Zjednoczone, Rosja, Algieria, Turkmenistan, Iran i Irak.

Brudne sekrety „czystej energii”:

Samochodowe emisje zanieczyszczeń są 1 000 razy gorsze, niż sądzono

Raport organizacji Emissions Analytics ujawnił 6 marca 2020 r., że zanieczyszczenie spowodowane zużyciem opon może być 1 000 razy gorsze od tego, które wydostaje się z rur wydechowych. Szkodliwy pył zawieszony z opon i klocków hamulcowych to katastrofa środowiskowa, którą pogarsza rosnąca popularność dużych pojazdów (m.in. SUV) oraz aut elektrycznych, które ze względu na wykorzystanie baterii są cięższe od samochodów standardowych. Emisje bez spalin (non-exhaust emissions – NEE) to cząstki trafiające do atmosfery wskutek zużycia hamulców, opon, nawierzchni drogi i ponownego wzbijania tumanów pyłu drogowego w trakcie jazdy. Nie ograniczają ich żadne przepisy. Co więcej, naukowcy odkryli, że unoszące się w powietrzu mikrodrobiny plastiku pochodzące z zanieczyszczeń drogowych nie tylko trafiają do oceanów świata, lecz także zwiększają tempo topnienia lodu Arktyki. Konkluzja te została przedstawiona 14 lipca 2020 r. w Nature Communications. Po raz pierwszy udało się określić, ile mikroplastików z opon i klocków hamulcowych (wykonywanych z kopalin) rozpraszają i osadzają prądy powietrza. Około jedna trzecia, czyli 50 000 ton, kończy każdego roku we Wszechoceanie. Szacunkowy zakres 40 000–100 000 ton faktycznie można porównać z 65 000 ton, jakie przedostaje się do oceanów z nurtem rzek.

Plastikowa planeta:

Mikroplastiki są wszechobecne w wodach Antarktydy

Dno morskie Antarktydy jest zanieczyszczone mikroplastikami w takim samym stopniu, jak Północny Atlantyk i Morze Śródziemne. Badacze z Uniwersytetu Johna Mooresa (Liverpool), Uniwersytetu Królowej (Belfast) i Brytyjskiej Służby Antarktycznej pobrali próbki z odległych części Półwyspu Antarktycznego, Sandwich i Georgii Południowej. Wyniki analizy opublikowano 23 października 2020 r. w Environmental Science & Technology. Zespół odkrył, że na każdy gram osadu przypadała co najmniej jedna cząsteczka mikroplastiku – ta sama ilość, co w regionach oceanicznych położonych znacznie bliżej cywilizacji. Były to fragmenty, folie i włókna najczęściej wyrzucanych polimerów – poliestru, polipropylenu i polistyrenu – które wykorzystuje się przede wszystkim do pakowania produktów.

Ilość mikroplastików na dnie Wszechoceanu jest wielokrotnie większa, niż przypuszczano

Według australijskiej krajowej agencji naukowej światowe dno morskie jest zaśmiecone około 14 milionami ton mikrodrobin plastiku. Badacze poinformowali, że ilość ta jest 35 razy większa niż wskazywały na to wcześniejsze szacunki lokalne. Nasze badanie wykazało, iż głęboki ocean jest swoistym zlewiskiem mikroplastiku. Byliśmy zaskoczeni widząc tak duże jego ilości w tak odległych lokalizacjach, powiedziała Denise Hardesty, główna autorka pracy. Odkrycie opublikowano 5 października 2020 r. we Frontiers in Marine Science.

Tylko upadek cywilizacji przemysłowej może zatrzymać dalsze zanieczyszczanie środowiska Ziemi plastikiem

Spodziewany rezultat dwóch badań zamieszczonych 18 września 2020 r. w Science: nawet gdyby kraje przeznaczyły bezprecedensowe środki finansowe na oczyszczanie i radykalną poprawę infrastruktury zarządzania odpadami, to nie uratowałyby ekosystemów Ziemi przed zanieczyszczeniem plastikiem.

Dlaczego upadek jest nieuchronny:

Globalizacja zmniejsza bezpieczeństwo łańcuchów dostaw

Pierwsze szeroko zakrojone badanie zagrożeń, na jakie narażone są kraje zależne od zewnętrznej podaży wody, energii i surowców naturalnych, wykazało, że globalizacja zmniejsza bezpieczeństwo łańcuchów dostaw. Państwa zaspokajają swoje zapotrzebowanie na towary i usługi poprzez produkcję lokalną i handel międzynarodowy. W rezultacie wywierają nacisk na zasoby naturalne zarówno w swoich granicach, jak i poza nimi. Naukowcy z Uniwersytetu Cambridge wykorzystali dane makroekonomiczne, by oszacować ten nacisk. Okazało się, że zdecydowana większość krajów i sektorów przemysłowych jest zagrożona niedoborami bezpośrednio (produkcja krajowa) i pośrednio (import) ze względu na nadmierną eksploatację i niepewny dostęp do wody, energii i gruntów uprawnych.

Największe ryzyko wiąże się z handlem międzynarodowym – sprowadzaniem niezbędnych zasobów naturalnych z odległych krajów. W ciągu ostatnich dekad gospodarka światowa została silnie zintegrowana wskutek globalizacji: obecnie zdarza się często, że każdy składnik danego produktu pochodzi z innego państwa. Produkcja może być prowadzona w niemal w każdym miejscu na świecie. W ten sposób globalizacja pozwala firmom obniżyć koszty. Jednak wzajemne zależności zwiększają niebezpieczeństwo zerwania łańcucha dostaw na każdym etapie wytwarzania danego artykułu. Przykładowo Wielka Brytania importuje 50% swojej żywności. Susza, powódź lub jakiekolwiek ekstremalne zdarzenie pogodowe w kraju zaopatrującym będzie stanowiło zagrożenie dla importu pożywienia.

W potęgi gospodarcze – np. Stany Zjednoczone, Chiny i Japonia – uderzą niedobory wody, które wystąpią poza ich granicami. COVID-19 pokazał, jak słabo przygotowane na globalny kryzys są rządy i przedsiębiorstwa, powiedział dr Oliver Taherzadeh, współautor badania opublikowanego 28 października 2020 r. w Global Environmental Change. Jakkolwiek złe są bezpośrednie i pośrednie skutki COVID-19, to zaburzenie klimatu, upadek różnorodności biologicznej i brak bezpieczeństwa surowcowego przyniesie znacznie poważniejsze konsekwencje, dodał uczony.

Skutki zdrowotne COVID-19 będą znacznie gorsze od spodziewanych:

Wyniki wstępnego badania przeprowadzonego w Korei Południowej pokazały, że ponad 90% osób, które przeszły COVID-19, zgłasza co najmniej jeden efekt uboczny po oficjalnym wyzdrowieniu (m.in. problemy kardiologiczne, neurologiczne i psychologiczne). Koreańska Agencja Kontroli i Zapobiegania Chorobom (KDCA) poinformowała 29 września 2020 r. o wynikach ankiety internetowej, w której uczestniczyło 965 pacjentów.

Ostatni rozdział rozbioru Afryki:

Raport ONZ: Afryka jest wierzycielem netto świata

Afryka traci blisko 89 miliardów dolarów rocznie wskutek nielegalnych przepływów finansowych związanych z uchylaniem się od płacenia podatków i kradzieżami. Suma ta jest wyższa od „pomocy” przekazywanej kontynentowi na tzw. rozwój. Porażające szacunki, opublikowane 28 września 2020 r. w 248-stronicowym raporcie Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD), stanowią najbardziej wyczerpujący obraz sytuacji finansowej Afryki. Zestawione straty rosną z roku na rok, a ich poziom jest wyższy, niż wskazywały na to dotychczasowe wyliczenia. Według dokumentu na prawie połowę rocznej kwoty 88,6 miliardów dolarów składa się eksport złota, diamentów i platyny. Na przykład w 2015 r. złoto stanowiło 77% całkowitego niezafakturowanego eksportu o wartości 40 miliardów dolarów. Autorzy raportu nazywają Afrykę „wierzycielem netto świata”, co potwierdza znaną w kręgach ekonomistów prawdę, iż zależny od wsparcia kapitałowego kontynent jest faktycznie eksporterem netto kapitału.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. i tłum. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualizacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.