Zestawienie aktualizacji: lipiec/sierpień 2020 r.

Dodatnie sprzężenia zwrotne klimatu uruchomione przez silnik cieplny cywilizacji przemysłowej:

Fotosynteza roślin subtropikalnych wygasa

96. Naukowcy z Uniwersytetu Queensland ustalili, że wraz ze wzrostem temperatur spada tempo, w jakim rośliny pochłaniają dwutlenek węgla. Przez trzy lata autorzy badania opublikowanego 28 lipca 2020 r. w Journal of Geophysical Research: Biogeosciences dokonywali bezpośrednich pomiarów poziomu absorpcji CO2 przez rośliny w subtropikalnych ekosystemach przybrzeżnych na wschodzie Australii. Prof. Hamish McGowan ze Szkoły Nauk o Ziemi i Środowisku UQ (School of Earth and Environmental Sciences) powiedział: Stwierdziliśmy, iż optymalny, „zdrowy” dla produkcji fotosyntetycznej zakres temperatur (24,1–27,4°C) był przekraczany regularnie (przez 14–59,2% czasu), zwłaszcza w miesiącach letnich. Odkrycie nas zaszokowało i zaniepokoiło; rośliny w tych regionach po prostu nie są już w stanie pochłaniać węgla w takim samym stopniu, co dawniej. Zespół analityków zmierzył też szybkość samej fotosyntezy. Wyniki były równie alarmujące. Po wyjściu poza wspomniane spektrum temperatur zdolność roślin do absorbowania węgla doświadcza katastrofalnego spadku, wyjaśnił uczony. Mamy dowody obserwacyjne na to, że uaktywnia się szalenie niebezpieczna pętla dodatniego sprzężenia zwrotnego, która rozgrzewa Ziemię jeszcze bardziej. Problem potęguje wpływ zmiany klimatu na opady w ekosystemach subtropikalnych. Podczas gdy dalsze ocieplenie zintensyfikuje deszcze w niektórych regionach tropikalnych, w strefach podzwrotnikowych i śródziemnomorskich nastąpi ich redukcja. Doprowadzi to nieuchronnie do ograniczenia rozwoju drzew i zwiększenia ich śmiertelności. W konsekwencji potencjał tych obszarów do sekwestracji dwutlenku węgla zmniejszy się nawet bardziej. Większość obecnych modeli klimatycznych nie uwzględnia tych niuansów, przyznał prof. McGowan.

Lasy tropikalne szybko tracą zdolność do pochłaniania węgla:

Gleby lasów tropikalnych uwolnią katastrofalnie większą ilość CO2, niż przewidywano

Naukowcy odkryli niedoszacowane wcześniej źródło emisji gazów cieplarnianych: górny metr gleby lasów tropikalnych ogrzany eksperymentalnie o 4°C (co odpowiada temperaturze powietrza wyższej o 3°C) wyemitował o 55% więcej dwutlenku węgla, niż zakładano. Zanim ludzkość zaczęła obciążać atmosferę zanieczyszczeniem węglowym poprzez spalanie paliw kopalnych, dopływ i odpływ CO2 z gleby – jeden z kluczowych elementów złożonego obiegu węgla na Ziemi – pozostawał mniej więcej w stanie równowagi. Innymi słowy, gazy cieplarniane uwalniane przez posusz i rozkładające się liście były usuwane przez mikroorganizmy żywiące się tą materią. Badanie zamieszczone 12 sierpnia 2020 r. w Nature to kolejny dowód na to, że zmiana klimatu zaburza tę równowagę. Węgiel znajdujący się w glebach tropikalnych jest bardziej wrażliwy na ocieplenie, niż sądzono dotychczas, powiedział Andrew Nottingham ze Szkoły Nauk o Ziemi (School of Geosciences) przy Uniwersytecie w Edynburgu, główny autor analizy. Nawet niewielki wzrost oddychania gleb lasów tropikalnych może wywrzeć ogromny wpływ na stężenie CO2 w atmosferze, a tym samym klimat globalny, dodał uczony.

Ilość dwutlenku węgla wydalanego każdego roku przez gleby świata jest do 10 razy większa, niż cywilizacyjne emisje gazów cieplarnianych. Zaledwie jeden procent nierównowagi (w dopływie i odpływie CO2) odpowiadałby około 10% antropogenicznych emisji tego gazu, zauważył Eric Davidson z Centrum Nauk o Środowisku (Center for Environmental Science) przy Uniwersytecie Maryland. Ekstrapolacja bazująca na nowym odkryciu dała porażający wynik: gdyby wszystkie gleby tropikalne ogrzały się przez okres dwóch lat o 4°C, wprowadziłyby do atmosfery 65 miliardów ton węgla, co odpowiada około 240 miliardom ton CO2. To ponad sześć razy więcej niż obecne roczne emisje cywilizacji przemysłowej, podkreślił Nottingham. Liczba ta może być zaniżona, ponieważ w naszym eksperymencie utrata węgla utrzymała się po upływie dwóch lat. Poza tym nie uwzględniliśmy głębszych pokładów węgla, zalegających poniżej dwóch metrów. Do tej pory drzewa i oceany konsekwentnie pochłaniały blisko połowę nadwyżki dwutlenku węgla generowanego wskutek działalności człowieka cywilizowanego. Jednak w lasach i oceanach zaczynają już pojawiać się oznaki „zmęczenia” CO2.

Ocieplenie ziemskiej atmosfery przyspiesza:

Ostatnie cywilizacyjne emisje CO2 są dziesięć razy większe od emisji, do jakich doszło w okresach międzylodowcowych

Nowa technologia opracowana przez ekspertów z Uniwersytetu Bern pozwoliła na dokładne zrekonstruowanie dawnych koncentracji dwutlenku węgla. Wysoka rozdzielczość pomiarów rdzenia lodu wydobytego na Antarktydzie ujawniła skład atmosfery Ziemi sprzed 330 000–450 000 lat. Naukowcy porównali skoki stężeń CO2, do jakich doszło w okresach międzylodowcowych, z nieprzerwanym wzrostem emisji tego gazu, których źródłem jest cywilizacja przemysłowa. Naturalne skoki atmosferycznych koncentracji CO2 zachodziły prawie dziesięć razy wolniej od ich wzrostu zarejestrowanego w ciągu ostatniej dekady, powiedział Christoph Nehrbass-Ahles, główny autor badania opublikowanego 21 sierpnia 2020 r. w Science.

Nowa era niedoborów żywności – echo upadłych cywilizacji:

Nagła zmiana klimatu uderza w rolnictwo

Rodzina Flores uprawia palmy daktylowe od trzech pokoleń. Marco, właściciel gospodarstwa San Marcos, twierdzi, że od kilku lat obserwuje duże zmiany temperatur i warunków pogodowych. Jest bardziej sucho niż kiedyś, mówi nawiązując do ziemi, którą jego ojciec kupił w kalifornijskiej dolinie Coachella ponad 55 lat temu. Wcześniej poziom wilgotności był o wiele wyższy. Takich warunków nie lubi jego 300 daktylowców. Bywa, że nie spada nawet kropla deszczu. Zmiana klimatu z pewnością wywiera na nie swój negatywny wpływ. Podobne obawy są wyrażane w każdym zakątku planety. Zmiana klimatu uderza już w rolnictwo i zdolności rolników, przyznaje Paul Minehart z Syngenta Group, globalnej firmy zajmującej się innowacjami w tym sektorze gospodarki. Z badania przeprowadzonego przez jego zespół wynika, iż 72% rolników z całego świata martwi się zauważalnym wpływem zmiany klimatu na plony. Zaczęły się pojawiać nieprzewidywalne wzorce pogodowe, wyjaśnia Minehart. Należą do nich nietypowe, ekstremalne susze i powodzie. Jeszcze jeden narastający problem stanowią spowodowane upałami niedobory pracowników najemnych. Nikt tak naprawdę nie chce pracować w takich warunkach. Ludzie odchodzą, dodaje Marco.

Gatunki ryb i bezkręgowców zanikają na całym świecie

W bezprecedensowym badaniu zamieszczonym 9 lipca 2020 r. w Estuarine, Coastal and Shelf Science naukowcy z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej, Centrum Badań Morskich im. Helmholtza GEOMAR i Uniwersytetu Australii Zachodniej oszacowali biomasę (tzn. wagę danej populacji w wodzie) ponad 1 300 populacji ryb i bezkręgowców. Okazało się, że liczba globalnie spożywanych gatunków doświadczyła zauważalnych i bardzo poważnych spadków. Aż 82% zanalizowanych populacji znajduje się poniżej poziomów, które mogą zapewnić maksymalne, zrównoważone połowy (87 populacji nie miało nawet 20% wymaganej biomasy). Oznacza to, iż rybacy łowią coraz mniej ryb i bezkręgowców, chociaż robią to dłużej i intensywniej. Uczeni zastosowali metody szacowania zasobów CMSY i BSMY, bazując na szczegółowych danych ekosystemu morskiego z lat 1950–2014 zrekonstruowanego przez Sea Around Us.

Pandemia osłabiła globalne bezpieczeństwo żywnościowe

Organizacja Narodów Zjednoczonych zdefiniowała cztery filary światowego bezpieczeństwa żywnościowego: dostępność, dostęp, wykorzystanie i stabilność. Analitycy ostrzegają, że globalna zapaść gospodarcza pogłębiona przez pandemię SARS-CoV-2 zagraża każdemu z nich. W badaniu opublikowanym 31 lipca 2020 r. w Science uczeni z Międzynarodowego Instytutu Badań nad Polityką Żywnościową (International Food Policy Research Institute – IFPRI) szczegółowo opisali, w jaki sposób pandemia osłabia globalne bezpieczeństwo żywnościowe. W wielu częściach świata kwarantanny podyktowane koniecznością opanowania lokalnych epidemii zakłóciły rynek pracy, zagrażając łańcuchowi dostaw oraz stabilności rynków rolno-spożywczych. Niedobory siły roboczej wpływają zarówno na podaż, jak i na popyt. Bez wystarczającej liczby pracowników gospodarstwa, zakłady przetwórcze i sieci dystrybucyjne nie mogą uprawiać, zbierać i dostarczać żywności wszędzie tam, gdzie jest potrzebna. Z kolei bezrobotni często nie dysponują środkami na zakup wartościowego pożywienia dla siebie i rodziny.

Autorzy ostrzegają, że piętrzące się problemy ekonomiczne prowadzą do niedożywienia i niedoborów mikroelementów, co sprawia, iż społeczności, które już wcześniej doświadczały tych patologii, stały się jeszcze bardziej podatne na choroby. Zgodnie z szacunkami ONZ ogłoszonymi 28 lipca 2020 r. konsekwencje pandemii zabijają 10 000 więcej małych dzieci miesięcznie, ponieważ mniejsze gospodarstwa są odcięte od rynków, a wioski od zaopatrzenia żywnościowego i pomocy medycznej. Niedożywienie, które objawia się wiotkimi kończynami i rozdętymi brzuszkami, dotyka co miesiąc aż 550 000 więcej dzieci niż dotychczas. Inne konsekwencje takie jak chudnięcie i spowolnienie wzrostu prowadzą do trwałych defektów fizycznych i psychicznych. Z kolei raport agencji ONZ – Organizacji do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (Food and Agriculture Organisation – FAO) i Światowego Programu Żywnościowego (World Food Programme – WFP) upubliczniony 18 lipca 2020 r. podał, że w nadchodzących miesiącach 25 krajów położonych w Afryce, Azji i Ameryce Południowej doświadczy wyniszczającego głodu wskutek pandemii.

Pożegnanie z „klimatyzatorem Ziemi”:

Tempo nagłej zmiany klimatu i topnienia lodu morskiego w Arktyce zostało zaniżone

Badanie zamieszczone 29 lipca 2020 r. w Nature Climate Change z opóźnieniem potwierdziło, że lód morski Arktyki topi się znacznie szybciej, niż zakładano, bo trwa nagła zmiana klimatu. Naukowcy z Uniwersytetu w Kopenhadze i innych instytucji alarmują też, że modele klimatyczne nie uwzględniają gwałtownego wzrostu temperatur, który miał miejsce w ciągu ostatnich 40 lat. Nasze analizy warunków Oceanu Arktycznego pokazują, iż wyraźnie zaniżamy tempo wzrostu temperatury atmosfery tuż nad poziomem morza, który ostatecznie spowodował, że pak morski skurczył się gwałtowniej, niż się spodziewaliśmy, wyjaśnia Jens Hesselbjerg Christensen z Instytutu im. Nielsa Bohra (Uniwersytetu Kopenhaski), współautor analizy. Do tej pory modele klimatyczne przewidywały, że średnia temperatura w Arktyce będzie rosła powoli i stabilnie. W miesiącach letnich zmiana zachodzi tak nagle, że lód morski prawdopodobnie zniknie szybciej, niż wskazuje na to większość dotychczasowych prognoz, dodaje Christensen.

Nagła zmiana klimatu: Rozpad wiecznej zmarzliny rozpoczął się ponad 70 lat wcześniej, niż przewidywał to raport zespołu ONZ:

Poziom emisji CO2 z wiecznej zmarzliny został zaniżony 

Badanie zamieszczone 20 lipca 2020 r. w Nature Geoscience ujawniło, że obecne i przyszłe emisje dwutlenku węgla (CO2) z wiecznej zmarzliny zostały zaniżone o kilkadziesiąt miliardów ton, ponieważ w szacunkach nie uwzględniono roli, jaką w metabolizmie mikroorganizmów i uwalnianiu węgla odgrywają korzenie roślin. Uczeni z Uniwersytetu Umea przyjrzeli się procesowi zwanemu efektem pobudzającym, który występuje wówczas, gdy korzenie przyspieszają aktywność mikrobów glebowych. Według bardzo ostrożnych projekcji do końca stulecia zjawisko wprowadzi do atmosfery co najmniej 40 miliardów ton CO2. Korzenie karmią mikroorganizmy cukrem wykorzystywanym m.in. do dekompozycji większej ilości materii organicznej. Okazuje się, iż oddychanie mikrobiologiczne gleby zostaje w ten sposób przyspieszone aż o 12%. O efekcie wiedzieliśmy od lat 50. XX w., ale nie mieliśmy pojęcia, że ta interakcja ekologiczna o niewielkiej skali wywiera znaczny wpływ na globalny obieg węgla, wyjaśniła współautorka analizy Frida Keuper z francuskiego Państwowego Instytutu Badawczego ds. Rolnictwa, Żywności i Środowiska.

Badania: Trwa szóste wielkie wymieranie planetarne wywołane przez człowieka cywilizowanego:

Niesporczak.

Niezniszczalny” gatunek nie przetrwa nagłej zmiany klimatu

Niesporczaki występują w środowiskach wodnych na całym świecie. Nie mają problemu z przystosowywaniem się do życia w głębokim oceanie, na dużej wysokości lub w temperaturze poniżej zera. Tolerują promieniowanie jonizujące i rentgenowskie. Nie straszna im kosmiczna próżnia czy kontakt z wszelkiego rodzaju chemikaliami, które zabiłyby każdą inną istotę ziemską. Mimo że mają mniej niż milimetr długości, są praktycznie niezniszczalne. Ze względu na tę niesamowitą wytrzymałość zostały zaliczone do grona ekstremofili – organizmów zdolnych do egzystowania w prawdziwie ekstremalnych warunkach. Okazuje się, że niesporczaki mają jedną słabość. Według badania zamieszczonego 9 stycznia 2020 r. w Scientific Reports doświadczają szybkiego uwiądu pod wpływem ciepła. Woda rozgrzana do 37,8°C zabija je w ciągu doby. Autorzy uważają, że mistrzowie przetrwania mogą wyginąć wskutek zmiany klimatu.

Temperatury „mokrego termometru” regularnie przekraczają poziom zagrażający zdrowiu i życiu ludzi:

Rząd Indii rozmyślnie ignoruje śmiertelne ofiary coraz częstszych i coraz intensywniejszych upałów

W Indiach do zgonów spowodowanych udarem cieplnym zalicza się tylko zgłoszone i potwierdzone medycznie przypadki bezpośredniego wystawienia na działanie promieni słonecznych. Pomijana jest śmierć będąca następstwem wysokiej temperatury otoczenia. Oznacza to, iż w czasie, gdy wysokie wartości mokrego termometru regularnie zabijają obywateli, instytucje państwowe nie odnotowują tego faktu – statystyki ofiar śmiertelnych pokazują niewielki procent trendu. Poza tym Indie nie uznają coraz częstszych i coraz intensywniejszych fal upałów za katastrofę, co skutecznie odcina zjawisko od rządowego funduszu reagowania na kryzys. W latach 2013– 2019 kraj doświadczał średnio 114 dni ekstremalnych upałów rocznie.

Weterynarz o realiach nagłej zmiany klimatu w Australii:

Masowe wyginięcie zwierząt w Australii było większe, niż szacowano

Według raportu z 28 lipca 2020 r. rekordowe pożary w Australii w 2019 i 2020 r. zabiły lub ciężko doświadczyły prawie trzy miliardy zwierząt. Dane nie są kompletne – nie obejmują chociażby insektów. Dokument opracowany przez naukowców z kilku australijskich uniwersytetów ujawnił, iż zginęło lub ucierpiało 2,46 miliarda gadów, 180 milionów ptaków, 143 miliony ssaków i 51 milionów żab. Organizmy, które zdołały uciec przed płomieniami, mają niewielkie szanse na przetrwanie z powodu braku pożywienia, schronienia i ochrony przed drapieżnikami. Aż 100 zagrożonych rodzimych gatunków roślin i zwierząt straciło ponad połowę swojego siedliska, co w perspektywie oznacza dużo większe straty.

Badania: Katastrofalny wpływ cywilizacji przemysłowej na Amazonię:

Brazylijski Narodowy Instytut Badań Kosmicznych (INPE) podał 10 sierpnia 2020 r., że od 1 sierpnia 2019 r. do 31 lipca 2020 r. wycięto 9 205 kilometrów kwadratowych lasów deszczowych – to wzrost o 33% w porównaniu z tym samym okresem w sezonie 2018/19. W swoim komentarzu organizacja World Wildlife Fund poinformowała, że w pierwszych dwóch dniach sierpnia 2020 r. wylesianie w brazylijskiej Amazonii było aż 55% większe niż w roku ubiegłym. Trend deforestacji zwiększa również liczbę niszczycielskich pożarów – już w pierwszej połowie 2020 r. padły kolejne rekordy.

Nagła zmiana klimatu: Tempo topnienia Grenlandii w 2019 r. było prognozowane na 2070 r.:

W 2019 r. pokrywa lodowa Grenlandii zmniejszyła się o bezprecedensowe 532 miliardy ton. (Poprzedni rekord padł w 2012 r. i był mniejszy o 15%.) Odpowiada to dodatkowym trzem milionom ton wody wpływającym codziennie do Wszechoceanu w tempie sześciu basenów olimpijskich na sekundę. Cielące się lodowce i potoki przecinające lądolód wyspy stanowiły największą składową (aż 40%) globalnego wzrostu poziomu mórz w 2019 r. Liczby te zostały opublikowane 20 sierpnia 2020 r. w Nature Communications Earth & Environment. Trend pokrywa się z najczarniejszym scenariuszem globalnego ocieplenia opracowanym przez Międzyrządowy Zespół ds. Zmiany Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change – IPCC). Całkowite roztopienie pokrywy Grenlandii podniosłoby oceany o siedem metrów, ale już mniej niż jedna trzecia tej wartości uczyniłaby strefę przybrzeżną – zajmowaną dziś przez setki milionów ludzi – nienadającą się do zamieszkania.

Na uratowanie Grenlandii jest za późno

Prawie 40 lat danych satelitarnych z Grenlandii pokazało, że lodowce zmniejszyły się tak bardzo, że nawet gdyby globalne ocieplenie miało cudownie zatrzymać się dzisiaj, pokrywa lodowa nie przestałaby się kurczyć. Odkrycie zamieszczone 13 sierpnia 2020 r. w Nature Communications Earth and Environment potwierdziło, iż lądolód Grenlandii przekroczył punkt krytyczny: każdego roku opady śniegu nie są już w stanie uzupełnić strat wywołanych cieleniem się i topnieniem. Naukowcy ustalili, że w latach 80. i 90. istniała równowaga między akumulacją śniegu i zanikaniem lodu, dzięki czemu pokrywa wyspy zachowywała swoją stałą objętość. Mierzymy puls pokrywy lodowej – ile lodu zrzucają lodowce na obrzeżach lądolodu – który przyspiesza latem. Widzimy, że jego wartość nie zmieniała się do momentu, gdy na przestrzeni 5–6 lat – około 2000 r. – nastąpił duży wzrost ilości lodu trafiającego do oceanu, powiedziała Michaela King z Centrum Badań nad Regionami Polarnymi i Klimatem im. Byrda (Polar and Climate Research Center), główna autorka analizy.

Jak bardzo może przyspieszyć szóste wymieranie planetarne?:

Kilkadziesiąt milionów lat temu doszło do nagłej erupcji metanu z dna Oceanu Arktycznego

Badanie opublikowane 1 lipca 2017 r. w Geological Society of America Bulletin potwierdziło, że podczas globalnego ocieplenia, które miało miejsce 110 milionów lat temu, z Oceanu Arktycznego w krótkim czasie wydostały się duże ilości metanu. Nagła erupcja to bardzo ważny precedens w kontekście trwającej nagłej zmiany klimatu – do podobnego zdarzenia może dojść obecnie. Odkrycia dokonano na Ellef Ringnes w odległej Wysokiej Arktyce. 55 milionów lat temu, przed zniknięciem dinozaurów, wyspa ta znajdowała się głęboko pod wodą. Gdy hydraty zaczęły topnieć, doszło do emisji CH4. Ujścia gazu pozostawiły ślady w postaci ponad 130 wzniesień – przetrwały do dziś wraz ze skamieniałościami życia, które pojawiło się wokół wycieków. Musiało nastąpić gwałtowne uwolnienie metanu do akwenu, wyjaśnił Steve Grasby, geochemik, który odwiedzał Ellef Ringnes w latach 2009–2011. Starsze i młodsze skały nie noszą jego znamion. Zatem musiały wtedy zaistnieć sprzyjające warunki. Udokumentowane rozmrażanie hydratów zbiegło się z okresem ocieplenia po wybuchu wulkanu, który wprowadził do atmosfery chmurę dwutlenku węgla. Ziemia przeszła wówczas z klimatu zimnego do ciepłego, wyjaśnił Grasby. Widzimy więc, że to nagłe i krótkotrwałe wyrzuty metanu pokrywają się z okresem ocieplenia klimatu Ziemi.

Nagła zmiana klimatu: Antarktyda topnieje trzy razy szybciej niż pięć lat temu:

Wyciek metanu na Antarktydzie

Naukowcy opisali 22 lipca 2020 r. w Proceedings of the Royal Society B pierwszy aktywny wyciek metanu z dna morskiego na Antarktydzie. Odkryli również, iż drobnoustroje, które konsumują ten potężny gaz cieplarniany, były nieobecne przez pięć lat, a gdy już się pojawiły, ich liczba była niewystarczająca, by zapobiec ucieczce metanu do atmosfery. Modele klimatu nie zawierają tego opóźnienia w swoich aktualnych kalkulacjach. Zakłada się, że wokół Antarktydy pod dnem morskim zalegają ogromne ilości CH4. Ogrzewająca oceany zmiana klimatu może zdestabilizować te pokłady. Zdaniem ekspertów widmo emisji jest „niezwykle niepokojące”. Przyczyna odkrytego wycieku na razie pozostaje tajemnicą. Nurkowie zauważyli go zupełnie przypadkowo w 2011 r. Ich powrót stał się możliwy dopiero w 2016 r. Po szczegółowych obserwacjach przystąpiono do prac laboratoryjnych. Opóźnienie w konsumpcji metanu jest odkryciem najważniejszym, powiedział Andrew Thurber z Uniwersytetu Oregonu, który kierował zespołem badawczym. To zła wiadomość. Mimo że mikroby wznowiły ją po pięciu sezonach, gaz nadal bardzo szybko wydobywał się z dna morskiego. Prof. Jemma Wadham z Uniwersytetu Bristolskiego, przyznała, że Antarktyda i jej pokrywa lodowa to wielkie czarne dziury w naszym rozumieniu ziemskiego obiegu metanu.

Plastikowa planeta:

Zawartość plastiku w Oceanie Atlantyckim jest wielokrotnie większa od szacowanej wcześniej

Według analizy opisanej 18 sierpnia 2029 r. w Nature Communications w Atlantyku znajduje się co najmniej 10 razy więcej plastiku, niż wskazywały na to dotychczasowe szacunki. Dr Katsiaryna Pabortsava z Narodowego Centrum Oceanografii (National Oceanography Centre – NOC), powiedziała: Wcześniej nie mogliśmy zrównoważyć obserwowanej masy plastiku pływającego z masą, która trafiła do oceanu od 1950 r. Dotychczasowe dochodzenia nie mierzyły koncentracji mikroplastików „niewidzialnych”, znajdujących się pod powierzchnią akwenu. Nasze badanie jako pierwsze objęło cały Atlantyk – od Wielkiej Brytanii po Falklandy. Prof. Richard Lampitt z NOC, współautor pracy, dodał: Jeśli przyjmiemy, że stężenie mikroplastików, które odnotowaliśmy na głębokości około 200 metrów, jest takie samo dla wód sięgających samego dna, których średnia głębokość to około 3 000 metrów, wówczas Ocean Atlantycki może zawierać około 200 milionów ton odpadów należących do polimerów syntetycznych. To znacznie więcej niż zakładano do tej pory (12–21 milionów ton).

Rozkład mikroplastików na nanoplastiki przebiega w oszałamiającym tempie

Naukowcy z Kolegium Uniwersyteckiego w Cork (University College Cork – UCC) odkryli, że mikroplastiki (kawałki <5 milimetrów) unoszące się w akwenach słodkowodnych są rozkładane w zawrotnym tempie na nanoplastiki (kawałki <1 mikrometra, czyli co najmniej pięć tysięcy razy mniejsze) przez bezkręgowca o nazwie Gammarus duebeni. Do tej pory sądzono, iż motorem rozkładu tworzyw sztucznych są przede wszystkim bardzo powolne procesy zachodzące w środowisku morskim – np. oddziaływanie promieni słonecznych lub fal, które trwa przez lata lub dziesięciolecia. Tymczasem bardzo rozpowszechniony organizm, zamieszkujący m.in. irlandzkie strumienie, jest w stanie rozbić mikroplastiki w ciągu zaledwie kilku godzin. Należy on do grupy kiełży występujących na całym świecie w wodach słodkich i słonych. Alarmujące wyniki badania, które opublikowano 30 lipca 2020 r. w Scientific Reports, są istotne z punktu widzenia wpływu tworzyw sztucznych na planetarne życie. Chociaż mikrodrobiny plastiku potrafią utkwić w jelitach ptaków morskich i ryb, nowe odkrycie sugeruje, iż nanoplastiki mogą bez trudu przenikać do komórek i tkanek, czego skutki są znacznie trudniejsze do przewidzenia. Uczeni są bardzo zaniepokojeni faktem, że tak pospolity bezkręgowiec tak szybko wytwarza ogromne ilości nanoplastików. Jest on bardzo ważnym składnikiem ekosystemów. Żywią się nim ryby i ptaki, dlatego nanoplastiki mogą w ten sposób przedostawać się do łańcuchów pokarmowych, powiedziała dr Alicia Mateos-Cárdenas z Instytutu Badań nad Środowiskiem (Environmental Research Institute), główna autorka analizy.

„Niepokojący” poziom koncentracji toksyn i chemikaliów wchodzących w skład plastików w organizmach martwych delfinów i wielorybów

Delfiny i wieloryby znalezione na plażach w południowo-wschodnich Stanach Zjednoczonych miały wysoki poziom toksyn, w tym rtęci i chemikaliów znajdujących się w plastiku. Naukowcy, którzy opisali swoje odkrycie w badaniu zamieszczonym 5 sierpnia 2020 r. we Frontiers in Marine Science, określają mianem „niepokojących” nowe dane na temat wpływu zanieczyszczenia środowiska na ssaki morskie. Delfiny spożywają te same owoce morza, co ludzie, powiedziała Annie Page-Karjian z Instytutu Oceanografii (Harbor Branch Oceanographic Institute) w Fort Pierce na Florydzie. Inne wykryte szkodliwe substancje to triklosan – środek przeciwbakteryjny stosowany w produktach konsumenckich takich jak mydło i pasta do zębów – atrazyna i herbicyd. Analizie poddano tkankę 83 delfinów i wielorybów, które zostały wyrzucone przez fale na brzeg między Karoliną Północną a Florydą południową w latach 2012–2018. Jedenaście gatunków przebadano pod kątem 17 toksyn. W niektórych przypadkach poziomy rtęci były najwyższe na świecie. To naprawdę szokujące, przyznał Justin Perrault, dyrektor badań Centrum Życia Morskiego w Loggerhead (Loggerhead Marinelife Center) i współautor pracy.

Analiza laboratoryjna, której wyniki zostały ogłoszone 17 sierpnia 2020 r. na spotkaniu Amerykańskiego Towarzystwa Chemicznego (American Chemical Society – ACS), potwierdziła obecność składników plastiku w głównych organach filtrujących osób zmarłych. Naukowcy odkryli je w 47 próbkach tkanek pobranych z płuc, wątroby, śledziony i nerek. Materiał dostarczyło Centrum Badań Chorób Neurodegeneracyjnych im. Bannerera (Banner Neurodegenerative Disease Research Center), które w ramach badań m.in. nad chorobą Alzheimera utworzyło bank mózgów i ciał dawców. W każdym zbadanym narządzie wykryliśmy chemikalia pochodzące z plastików, powiedział Rolf Halden, dyrektor Centrum Bioprojektowania na rzecz Inżynierii Zdrowia Środowiska Naturalnego (Biodesign Center for Environmental Health Engineering) przy Uniwersytecie Arizony. Od dawna istnieje obawa, że nie tylko mogą być one przyczyną cukrzycy i otyłości, lecz także prowadzić do zaburzeń seksualnych i bezpłodności. Penetrując główne narządy, mikroplastiki stają się rakotwórczymi czynnikami drażniącymi, do których zalicza się chociażby azbest, wyjaśnił Halden. Nie zawsze tym, co wyrządza spustoszenie jest chemia. Bywa, że robią to ciała obce znajdujące się w naszych organizmach, dodał. Wiemy, że wdychanie azbestu wywołuje stany zapalne, których następstwem może być nowotwór. Całkowite zabezpieczenie się przed wchłanianiem mikroplastików jest niemożliwe. Uczeni z Uniwersytetu i Uniwersytetu Queensland wykryli je ostatnio w owocach morza – ostrygach, krewetkach, kalmarach, krabach i sardynkach – o czym napisali w raporcie zamieszczonym 9 lipca 2020 r. w Environmental Science and Technology.

Naukowcy odkryli, że unoszące się w powietrzu mikrodrobiny plastiku pochodzące z zanieczyszczeń drogowych nie tylko trafiają do oceanów świata, lecz także zwiększają tempo topnienia lodu Arktyki. Konkluzja te została przedstawiona 14 lipca 2020 r. w Nature Communications. Po raz pierwszy udało się określić, ile mikroplastików z opon i klocków hamulcowych rozpraszają i osadzają prądy powietrza. Około jedna trzecia, czyli około 50 000 ton, kończy każdego roku we Wszechoceanie. Szacunkowy zakres 40 000–100 000 ton faktycznie można porównać z 65 000 ton, jakie z nurtem rzek przedostaje się do oceanów. Transport atmosferyczny – źródło, którego wpływ jest poważnie zaniżany lub pomijany całkowicie – zanieczyszcza mikroplastikami największe akweny w stopniu podobnym, co transport rzeczny, wyjaśnił Nikolaos Evangeliou z Norweskiego Instytutu Badań nad Powietrzem (Institute for Air Research) i główny autor badania. Większość emisji, za które odpowiada intensywny ruch drogowy, generuje Ameryka Północna, Europa Północna i Azja Południowo-Wschodnia. Symulacje pokazały, że globalne wzorce pogodowe przenoszą znaczny ich procent do Arktyki. Opadające na śnieg i lód ciemne cząstki plastiku zmniejszają powierzchnię, która odbija promienie słoneczne, absorbują ciepło i przyspieszają topnienie.

Chiny mają plan:

Autorzy badania opublikowanego 14 lutego 2020 r. we Frontiers in Earth Science przeprowadzili najbardziej dogłębną analizę międzypływowych terenów podmokłych Chin, bazując na archiwach danych teledetekcyjnych z obserwacji satelitarnych. Okazało się, że między 1970 a 2015 r. ich powierzchnia zmniejszyła się o 37,62%. Konsekwencją procesu zanikania, który przebiega dwa razy szybciej niż średnia światowa, jest postępująca utrata niezastąpionych usług, jakie świadczą te ekosystemy: ochrony przed falami sztormowymi, oczyszczania z zanieczyszczeń, a także sekwestracji dwutlenku węgla. Za tę środowiskową katastrofę odpowiada gwałtowna ekspansja gospodarki i populacji w regionach przybrzeżnych. Międzypływowe równiny i tereny podmokłe są pod bezprecedensową presją ze względu na ingerencję człowieka i wzrost poziomu morza. Ze względu na realizowany plan „rozwoju” tych obszarów i preferowaną przez chiński rząd „błękitną gospodarkę”, destrukcja regionów przybrzeżnych nasila się.

Badanie: Systemy życia Ziemi w stanie szybkiego zanikania:

Pierwsza globalna analiza, której wyniki zamieszczono 22 maja 2020 r. w Conservation Letters, odkryła, że na obszarach chronionych ma powstać 509 zapór (14% wszystkich budowanych lub planowanych na najbliższe dwie dekady). Liczba ta jest niepokojąca. Rzeki są fundamentem ekosystemów, powiedziała Michele Thieme z WWF, główna autorka badania. Naukowcy nanieśli aktualne lokalizacje projektów zestawione przez Globalne Obserwatorium Zapór (Global Dam Watch) na mapy ze Światowej Bazy Danych Obszarów Chronionych (World Database on Protected Areas). Dzięki Globalnej Bazie Danych o Rezerwuarach i Zaporach (Global Reservoir and Dam Database – GranD) zespół zidentyfikował ponadto 1 249 dużych zapór, które znajdują się już w obrębie obszarów chronionych.

Zabić Zielonych!:

W 2019 r. zamordowano na całym świecie co najmniej 212 obrońców planetarnego życia. Według raportu Global Witness z 29 lipca 2020 r. ubiegły rok był najbardziej śmiertelnym w historii dla ludzi próbujących powstrzymać niszczenie ekosystemów. Nieco ponad połowa potwierdzonych zabójstw – odpowiednio 64 i 43 – miała miejsce w Kolumbii i na Filipinach. Większość pozostałych zbrodni popełniono w Brazylii, Meksyku, Hondurasie i Gwatemali. Rzeczywista liczba zabitych jest wyższa – wielu przypadków się nie zgłasza lub klasyfikuje fałszywie, zwłaszcza w Afryce. Około 40% ofiar stanowili rdzenni mieszkańcy. Co dziesiątej egzekucji dokonano na kobiecie. Za atakami stoi przede wszystkim agrobiznes i branża wydobywcza – naftowa, gazowa i górnicza, powiedziała Rachel Cox z Global Witness. Tłem bezwzględnych morderstw jest powszechne zastraszanie i nękanie. Przemoc seksualna i kampanie oszczerstw są nagminnie wykorzystywane, by uciszyć aktywistki. Praktyki te zgłaszane są sporadycznie.

Skutki zdrowotne COVID-19 będą znacznie gorsze od spodziewanych:

Brytyjscy neurolodzy opublikowali 8 lipca 2020 r. w Brain szokujące szczegóły swojej analizy, które pokazują, że SARS-CoV-2 może powodować poważne uszkodzenie mózgu – nawet u rekonwalescentów i pacjentów z łagodnymi objawami. Jest ono wykrywane bardzo późno lub wcale. Autorzy zdiagnozowali u dziewięciu chorych na COVID-19 ostre rozsiane zapalenie mózgu i rdzenia (ADEM) – wywierając wpływ na osłonki mielinowe nerwów w mózgu i rdzeniu kręgowym, powoduje ono degeneracyjne zniszczenie ośrodkowego układu nerwowego. Z kolei badanie zamieszczone 30 lipca 2020 r. w Brain, Behaviour and Immunity wykazało, że 55% osób, które były hospitalizowane z powodu COVID-19, zmaga się co najmniej z jednym zaburzeniem psychicznym. Eksperci z kliniki San Raffaele w Mediolanie stwierdzili, iż spośród 402 monitorowanych przez miesiąc pacjentów 28% cierpi na zespół stresu pourazowego, 31% ma depresję, 42% doświadcza stanów lękowych, 40% nie sypia, a 20% przyznaje się do zachowań obsesyjno-kompulsyjnych.

Fragment raportu Boston.com z 27 lipca 2020 r.: Niemieccy lekarze porównali wyniki rezonansu magnetycznego 100 osób, które przeszły COVID-19, z obrazami MRI 100 osób, które nie zostały zainfekowane SARS-CoV-2. Dwie trzecie pacjentów wyzdrowiało w domu, a średni wiek badanych wynosił 49 lat. Po upływie ponad dwóch miesięcy w sercach 78 zakażonych pojawiły się zmiany strukturalne. Aż u 76 z nich biomarker sygnalizował uszkodzenie typowe dla zawału, zaś u 60 stwierdzono oznaki zapalenia mięśnia sercowego. Ci stosunkowo młodzi, zdrowi ludzie zachorowali na wiosnę, mówi Valentina Puntmann z pracowni rezonansu. Wielu z nich właśnie wróciło z urlopu w górach. Nie przypuszczali, że z ich sercem stało się coś złego. W przypadku wielu pacjentów COVID-19 może być przyczyną późniejszej niewydolności tego organu – przewlekłej, postępującej przypadłości, która zmniejsza jego zdolność pompowania krwi. Jest zbyt wcześnie, by stwierdzić, czy wykryte defekty są trwałe, ale kardiolodzy wyrażają swoje głębokie zaniepokojenie. Pacjenci odwiedzający mój gabinet skarżą się: Mam 31 lat, do niedawna biegałem i ćwiczyłem bez ograniczeń, a teraz odczuwam kołatanie serca, kiedy przechodzę przez ulicę i dostaję zadyszki, kiedy wchodzę na drugie piętro, mówi Matthew Tomey, kardiolog z nowojorskiej Szkoły Medycznej Icahn.

Relacja News Express z 6 sierpnia 2020 r.: Według raportu przedstawionego 5 sierpnia 2020 r. przez Uniwersytet Wuhanu aż 90% pacjentów wyleczonych z COVID-19 ma uszkodzone płuca, zaś 5% ponownie przechodzi kwarantannę, ponieważ wyniki testu na obecność koronawirusa dały wynik dodatni. Grupa badawcza kierowana przez Zhiyonga Penga, dyrektora oddziału intensywnej terapii w renomowanej klinice w Wuhanie, od kwietnia kontroluje stan 100 pacjentów, którzy wyzdrowieli. Pierwsza część tego rocznego programu monitoringu została zakończona w lipcu. Średni wiek pacjentów objętych analizą to 59 lat. Niektórzy ozdrowieńcy potrzebowali asysty aparatu tlenowego nawet po trzech miesiącach od chwili wypisania ze szpitala, powiedział Tengxiao Liang, lekarz i wykładowca Uniwersytetu Medycyny Chińskiej w Pekinie. Ponadto potwierdzono, iż przeciwciała chroniące przed SARS-CoV-2 zniknęły u 10% chorych.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Oprac. exignorant

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualizacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.