A statek tonie

Artykuł Charlesa Hugh Smitha, analityka systemowego, z 11 lipca 2020 r.

W spokojną, bezksiężycową noc z 14 na 15 kwietnia 1912 r. liniowiec Titanic, uważany za jednostkę niezatapialną ze względu na wodoszczelne przedziały i inne udoskonalenia techniczne, zderzył się z górą lodową. We wczesnych godzinach rannych oceaniczny gigant przełamał się na dwie części i zatonął. Zginęła większość pasażerów i załogi.

Wyraźną analogią między koszmarnym rejsem Titanica a naszym upadkiem finansowym było poczucie złudnego bezpieczeństwa, jakie panowało tuż po kolizji. Niektórzy podróżni wyszli na górny pokład, aby pobawić się kawałkami odłupanego lodu. Reszta powróciła do świętowania, którego magii nie zdołała się oprzeć w ostatnich chwilach przed północą. Po kilku godzinach przebieg dramatu dyktowały już realia podziałów klasowych edwardiańskiej Wielkiej Brytanii; gdy ujawniła się groza sytuacji, pasażerów z I klasy zabezpieczono w łodziach ratunkowych, a gros posiadaczy biletów na III klasę – wielu z nich było emigrantami – zatrzymano pod pokładem.

Jednak istnieje analogia sugestywniejsza od samozadowolenia, które szybko zamieniło się w panikę. Wystarczy spojrzeć na przekrój słynnego transatlantyku. Czarne prostokąty na dolnym pokładzie to komórki z węglem; znajdowały się w sąsiedztwie kotłów napędzających silniki. Chociaż statek jedynie otarł się o dryfującą ścianę lodu, jak wyjaśnia Robert Ballard, doszło do zerwania nitów mocujących poszycie kadłuba:

Błyskawiczne uderzenie, jakie naruszyło kadłub Titanica na długości ∼76 metrów (jednostka mierzyła łącznie ∼270 metrów) i wpuściło wodę do sześciu przedziałów, przypieczętowało los liniowca. Latem 1996 r. zrobiono wiele szumu wokół próby wydobycia fragmentu kadłuba z miejsca, gdzie rozsypane są szczątki wraku. Tymczasem znacznie bardziej interesujące było badanie ultrasonograficzne obszaru dziobu uszkodzonego przez górę lodową. Zdjęcia ujawniły sześć niepozornych rozdarć w pierwszych sześciu przedziałach. Zgodnie z naszymi przypuszczeniami z 1986 r. rozległa wyrwa była mitem, a faktyczne otwory najwyraźniej powstały w następstwie zerwania nitów i oddzielenia płyt kadłuba.

Oto paralela z nieuleczalnym uszkodzeniem systemu finansowego świata przez „błyskawiczne uderzenie” pandemii.

Śmiertelną raną Titanica nie była duża wyrwa w kadłubie, lecz odkształcenia stalowych płyt. Nie stanowiłyby one problemu, gdyby piąta wodoszczelna gródź obejmowała pięć wyższych pokładów. Chociaż w przedniej maszynowni działały potężne pompy, gródź nie powstrzymała wody, która wdarła się przez niemal metrową szczelinę, wypełniła kotłownię i zgasiła paleniska. Powstało sprzężenie zwrotne: więcej wody oznaczało większą liczbę zalanych kotłów i mniej mocy zasilającej pompy. I wbrew wszelkim „racjonalnym szacunkom” pozornie błaha wada konstrukcyjna statku doprowadziła do zatrzymania pracy jego „serca”.

Ryzyko zderzenia z górą lodową „eksperci” uznali za bardzo niskie, z kolei zagrożenie katastrofalnymi uszkodzeniami za praktycznie równe zeru. Czy nie przypomina to do złudzenia naszego systemu finansowego z września 2019 r., kiedy to kadłub gospodarki USA uległ odkształceniu? Od tego momentu Wielkie Pompy Rezerwy Federalnej intensywniej wtłaczają biliony dolarów do tonącej gospodarki USA. Bodziec fiskalny doraźnie zapobiega wzrostowi poziomu wody, ale nie ratuje „silników” gospodarki przed dławieniem.

A jakie to silniki?

1. Dług – od jego stałego przyrostu zależy finansowanie wydatków, płac i podatków.
2. Rosnące wartości aktywów – pozwalają pożyczać bez końca.
3. Pożyczki rządowe – zapewniają wzrost wydatków publicznych bez uwzględniania dochodów z podatków i kondycji finansowej podatników.
4. Rosnące zatrudnienie – pożyczki i wydatki tworzą nowe miejsca pracy.

Lodowata woda zalewa każdy z tych silników. Gdy wartości aktywów spadają, nie ma zabezpieczeń nowych pożyczek. Skoro zadłużenie jest spłacane, a nie pomnażane, następuje redukcja wydatków, przychodów, zysków, zatrudnienia i wpływów z podatków. Ostatnim wielkim silnikiem są długi zaciągane przez rząd. Według pasażerów wiwatujących na przechylonym pokładzie – bo usłyszeli „dobrą nowinę” o zmierzającej ku stratosferze bańce akcji przemysłu wysokiej technologii – tego silnika nie wyłączy nic. Rząd federalny i samorządy były dotychczas w stanie pożyczać i wydawać niebotyczne kwoty – bez względu na okoliczności i pozornie bez konsekwencji.

Kiedy zdechnie ostatni wielki silnik, zaskoczenie będzie równe temu, jakie towarzyszyło tragedii Titanica. Pompy zawiodą, a magia bodźca fiskalnego pierzchnie wcześniej, niż się spodziewano. W trakcie desperackich poszukiwań nabywców idącego w tryliony zadłużenia rządowego, korporacyjnego, hipotecznego, konsumenckiego, studenckiego i samorządowego wzrosną stopy procentowe, a potężny silnik zacznie syczeć i rzęzić, a potem zamilknie. Niektórzy pasażerowie z klasy I zdążyli pozbyć się swoich aktywów (które przejęli głupcy), inni wciąż imprezują w rozświetlonych salonach i uspokajają, że najbardziej zaawansowana technologicznie jednostka pływająca nie może zniknąć w morskiej toni.

Zatonięcie nie tylko jest prawdopodobne – jest ono nieuniknione. ♦♦♦

Mamy do czynienia z najgorszym krachem w historii. Nie można go porównać nawet z wielkim kryzysem z lat 1929-1933 – częściowo dlatego, że uderzył w gospodarkę tak szybko i tak głęboko. Już wcześniej dzięki naszemu systemowi połowa obywateli USA nie miała żadnych oszczędności – nie była przygotowana na żałosny wydatek 1000 dolarów, by pokryć koszt nagłego wypadku. W lipcu 2020 r. jedna trzecia populacji nie dysponuje środkami na uiszczenie pełnej opłaty za wynajem, zapłacenie czynszu lub raty mieszkaniowej. Wynajemcy i banki nie otrzymują należności. Nadchodzą eksmisje i procesy sądowe, na które ludzi nie stać. Prawie 50 milionów Amerykanów ubiega się o zasiłek dla bezrobotnych. To ekonomiczne tsunami, powiedział prof. Richard D. Wolff z Uniwersytetu Massachusetts w Amherst.

Wpisy powiązane tematycznie: Pandemia przyspieszy upadek gospodarki globalnej, Po krachu – upadek, Tak upadają systemy, Bez kontroli, Autor „Granic wzrostu”: Nic już nie poradzimy.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.