Pandemia przyspieszy upadek gospodarki globalnej

Analiza Gail Tverberg z 31 marca 2020 r. Autorka jest badaczką energii i gospodarki. Jako aktuariuszka zajmowała się do 2007 r. modelowaniem finansowym branży ubezpieczeniowej. Ze względu na swoje doświadczenie zagadnienia energetyczne rozpatruje z innej perspektywy niż większość analityków. Publikuje artykuły naukowe i jest częstym prelegentem na konferencjach międzynarodowych.

Gospodarki nie podniosą się po kwarantannie

Zaprzestanie aktywności gospodarczej zapobiega rozprzestrzenianiu się COVID-19. Jednak po wyłączeniu gospodarki niezwykle trudno jest przywrócić jej funkcjonowanie do dawnego poziomu. Im dłużej trwa paraliż, tym poważniejszym staje się problem. Głównym powodem, dla którego gospodarki będą miały trudności z ruszeniem z miejsca, jest to, że gospodarka światowa była w bardzo złym stanie przed uderzeniem koronawirusa.

Zachowanie dystansu społecznego podczas epidemii sprawdziło się w 1918–1919. Od tamtej pory model gospodarczy uległ przeobrażeniu. Według mojej analizy w 2020 r. gospodarka świata nie wytrzyma dłuższych przestojów. Ceny licznych towarów (w tym ropy, miedzi i litu) spadną i będą zbyt niskie dla producentów, co zaburzy płynność ich podaży. Z kolei zerwane łańcuchy dostaw mogą doprowadzić do ograniczenia lub całkowitego braku dostępu do wielu produktów. Trendy te mogą przyspieszyć upadek globalny.

Poniżej opisuję wybrane przyczyny moich obaw.

[1] Gospodarka to samoorganizujący się system, który może rosnąć tylko w odpowiednich warunkach. Spowodowane przedłużającym się przestojem unieruchomienie dużej liczby przedsiębiorstw i likwidacja odpowiadających im stanowisk pracy bez wątpienia wywrze szkodliwy wpływ na gospodarkę.

Ilustr. nr 1. „Patyczki Leonarda” – gospodarka sieciowa i jej różne elementy (od lewej: podatki, płace, pracownicy, państwa, firmy, rządy, konsumenci, produkty energetyczne, przepisy prawa i ceny).

Gospodarka to samoorganizujący się system sieciowy, który rośnie w sprzyjających okolicznościach. Próbowałam to wyjaśnić na ilustracji nr 1. Przedstawia ona zabawkę budowlaną. Rozwój gospodarki przypomina wznoszenie wielowarstwowej struktury.

Dokładny skład gospodarki zmienia się nieustannie. Powstają nowe firmy; nowi konsumenci dorastają i podejmują pracę. Rządy egzekwują prawa związane z poborem podatków i redystrybucją bogactwa. Konsumenci decydują, które produkty nabędą, w oparciu o wartość swoich wynagrodzeń, ceny towarów, dostępność kredytu i stopę jego oprocentowania. Do produkcji towarów i usług wykorzystywane są różne surowce.

W tym samym czasie znikają niektóre podmioty. Większe przedsiębiorstwa kupują mniejsze; klienci umierają lub przenoszą się. Zbędne artykuły są wycofywane. Wnętrze kopuły pustoszeje.

Zamknięcie na dłuższy czas mnóstwa firm przyniesie negatywne skutki:

> Mniej towarów będzie wytwarzanych; mniej usług będzie świadczonych.

> Wielu pracowników dostanie zwolnienia czasowe lub definitywne. Nie będą dysponować środkami na zakup dóbr i usług. Wielu bezrobotnych będzie zalegać z czynszem i nie poradzi sobie z regulowaniem innych zobowiązań.

> Zwolnieni pracownicy nie będą w stanie płacić podatków. W konsekwencji rządy państwowe i regionalne zmniejszą swoje wydatki socjalne i inne.

> Jeżeli podaż towarów i usług spadnie, to samo spotka popyt. Następstwem będą bardzo niskie ceny surowców takich jak ropa naftowa i miedź.

> Producenci, linie lotnicze i branża turystyczna najpewniej wpadną w spiralę kurczenia się, co dodatkowo zwiększy liczbę zwolnień pracowników.

> Zerwane łańcuchy dostaw będą poważną komplikacją. Przykłady: brak części z Chin doprowadził do zamknięcia fabryk samochodów na całym świecie; samoloty nie mają wystarczającej pojemności ładunkowej – dotychczas transport części dóbr odbywał się za pośrednictwem lotów pasażerskich, których liczba została zredukowana.

Skutki przedłużającego się braku aktywności ekonomicznej będą coraz bardziej destabilizujące. Jest to jednoznaczne z usunięciem kilku elementów z ilustracji nr 1. Marginesy – np. przechowywanie części zamiennych w magazynach – mogą pełnić rolę bufora tylko przez pewien czas. Pozostałe obszary gospodarki stopniowo utracą zdolność do wzajemnego zachowania równowagi. A że gospodarka była w złej formie przed wprowadzonymi przestojami, może dojść do jej załamania.

[2] Gospodarka światowa przekroczyła granice dostępności surowców jeszcze przed epidemią. W takim samym położeniu znalazły się dawne gospodarki, które upadły. Koronawirus popycha gospodarkę globalną ku upadkowi.

Przekroczenie granic dostępności surowców oznacza, iż „cywilizacja przemysłowa wyszła poza limit pojemności środowiskowej planety”. Zbiorowość zamieszkująca daną okolicę nie może zapewnić sobie pożywienia i drewna opałowego, ponieważ jej powiększająca się populacja/konsumpcja nie dysponuje już niezbędną ilością zasobów – gruntów ornych, energii słonecznej, zwierząt pociągowych i technologii.

Niemałe grono naukowców zajmowało się badaniem upadków. W książce Secular Cycles (tyt. pol. Świeckie cykle) autorzy Peter Turchin i Siergiej A. Niefiedow przybliżają przykłady ośmiu upadłych gospodarek rolnych. Na ich bazie opracowałam ilustrację nr 2:

Ilustr. nr 2. Wykres na podst. „Świeckich cykli” P.  Turchina i S.A. Nefedova. Przebieg upadku: wzrost populacji (100+ lat), stagflacja (50-60 lat), kryzys/upadek (20-50 lat).

Gospodarki rosną przez wiele lat, zanim liczebność ich populacji nie wykroczy poza pojemność środowiskową zajmowanego terenu. Następnie wchodzą w fazę stagflacji, podczas której wzrost liczby ludności i PKB spadają. Piętrzące się zadłużenie staje się bolączką, podobnie jak pogłębiająca się przepaść w sferze wynagrodzeń i zamożności.

Ostatecznie nadchodzi kryzys permanentny. Problemy okresu stagflacji ulegają wówczas znacznemu spotęgowaniu (nierówność płac i bogactwa; zadłużanie się osób o niskich dochodach). Zachodzą zmiany prowadzące do gwałtownej redukcji PKB i populacji. Szaleją konflikty o surowce. Osłabiane gospodarki są atakowane z zewnątrz.

Ponadto przy wysokim poziomie nierówności płac i bogactwa rządzącym coraz trudniej jest ściągać podatki. Bywa że dochodzi do obalenia rządów wskutek wzbierającego niezadowolenia społecznego. W pewnych przypadkach rząd po prostu upada (patrz: ZSRR w 1991 r.).

Co ciekawe, epidemie również pojawiają się na etapie schyłkowym. Eksplozja demograficzna sprawia, iż ludzie żyją bliżej siebie, co zwiększa ryzyko rozprzestrzenienia patogenów. Osoby o niskich zarobkach nie odżywiają się zdrowo. W rezultacie ich osłabiony układ immunologiczny nie radzi sobie z chorobami zakaźnymi. Częścią procesu upadku jest nierzadko wymarcie części ludności wskutek choroby zakaźnej.

Patrząc wstecz na ilustrację nr 2 wnioskuję, że obecny cykl gospodarczy zapoczątkowała około 1800 r. intensywna eksploatacja paliw kopalnych. W fazę stagflacji gospodarka globalna weszła w latach 70. XX w. – wtedy po raz pierwszy załamało się zaopatrzenie w ropę naftową. Wielka recesja 2008–2009 znaczy początek schyłku gospodarki światowej w obecnym cyklu. Jeśli moja ocena jest trafna, należy spodziewać się pandemii, wojen i innych katastrof.

Świat zderzył się z granicami wzrostu przed pokłosiem kwarantanny. Można założyć, że będzie nim szybszy spadek produkcji per capita. Nie jest wykluczone, że tu i ówdzie po zniesieniu zakazów obywatele spróbują obalić rządy.

[3] Pojemność środowiskowa Ziemi jest „zwiększana” przez dostawy energii. Główną barierą od 2014 r. są zbyt niskie ceny ropy dla koncernów wydobywczych. Epidemia pogarsza tę tendencję.

Gospodarka globalna konfrontuje się z problemem niedoboru surowców, który przejawia się niskimi cenami towarów i nadmierną dysproporcją zarobków i zamożności.

Większość ekonomistów nie odkryła, że z punktu widzenia fizyki gospodarki są strukturami rozpraszającymi. Te samoorganizujące się systemy rozrastają się (przynajmniej) przez pewien czas. Huragany (zasilane energią z ciepłej wody) i ekosystemy (zasilane światłem słonecznym) są innymi przykładami struktur rozpraszających. Ludzie także są strukturami rozpraszającymi – zasila nas energia czerpana z żywności. Gospodarki potrzebują wkładów energetycznych zasilających procesy, które kojarzymy z generowaniem PKB (rafinacja metali i transport towarów). Elektryczność jest formą energii.

Energia może być wykorzystana do obejścia deficytów wybranych surowców naturalnych. Gdy brakuje wody pitnej, produkty energetyczne można wykorzystać do budowy zakładów odsalania. Gdy brakuje fosforytów do nawożenia, produkty energetyczne pomogą w pozyskaniu tych skał z trudno dostępnych miejsc.

Wzrost zużycia energii nie tylko dobrze koreluje ze wzrostem gospodarki globalnej: wydaje się warunkować wzrost PKB, co sugeruje, iż to właśnie on pozwala na ten wzrost.

Ilustr. nr 3. Wzrost światowego PKB (linia niebieska) a wzrost zużycia energii (linia czerwona) na podst. danych BP (Przegląd Statystyczny z 2018 r.) i Banku Światowego.

Ekonomiści często nie dostrzegają faktu, że wydobycie koniecznej ilości paliw kopalnych (lub wszelkiego rodzaju surowców) stwarza dwustronny dylemat cenowy. Ceny muszą być:

1. Wystarczająco wysokie dla korporacji wydobywczych, aby zapewnić im zysk po odliczeniu podatków.

2. Wystarczająco niskie dla konsumentów, aby było ich stać na kupienie produktów wytworzonych dzięki tym surowcom.

Większość ekonomistów uważa, iż niewystarczająca podaż produktów energetycznych podniesie ich ceny. Tymczasem sytuacja w gospodarce sieciowej wydaje się być dokładnie odwrotna. Niewystarczająca podaż energii oznacza nadmierną nierówność płac i bogactwa. Powoduje ona, że ceny surowców są zbyt niskie dla firm wydobywczych. Ostatnio ceny ropy WTI oscylowały w granicach 20 dolarów za baryłkę (ilustr. nr 4).

Ilustr. nr 4. Dzienna cena ropy WTI na podst. danych EIA (okres od 3.01.2011 do 3.01.2020).

Kwestia niskich cen surowców dotyczy w istocie przystępności cen. Dobra takie jak samochody, domy z ogrzewaniem i klimatyzacją, czy podróże wakacyjne są poza zasięgiem osób o niskich uposażeniach. W rzeczywistości mogą one mieć trudności z zapewnieniem sobie regularnych posiłków. Wydatki ludzi bogatych nie równoważą braku wydatków ludzi biednych, ponieważ bogacze dysponują pieniędzmi inaczej. Kupują też usługi takie jak planowanie podatkowe i prywatna edukacja dzieci. Wymagają one proporcjonalnie mniejszego zużycia surowców.

Problem niskich cen towarów staje się szczególnie dotkliwy w krajach je eksportujących. Producenci mają trudności z wypłaceniem uposażeń pozwalających robotnikom na prowadzenie godziwej egzystencji. Ponadto rządy nie są w stanie ściągnąć podatków niezbędnych do sfinansowania świadczonych obywatelom usług (np. transport publiczny). Ta kombinacja może wzniecić protesty obywateli grożące obaleniem rządów.

[4] Rządy i banki centralne nie zdołają naprawić wszystkiego.

Rządy mogą przekazać obywatelom czeki, aby zapewnić im dostateczne kwoty na nabycie artykułów spożywczych. Zabieg ten może utrzymać cenę produktów żywnościowych na satysfakcjonującym producentów poziomie. Jednak zerwane łańcuchy dostaw mogą powodować niedobory. Przykład: jajka nie dotrą do sklepów bez kartonów.

Banki centralne mogą przejąć rolę nabywców różnych aktywów, w tym obligacji czy nawet akcji. W ten sposób poradzą sobie z utrzymaniem rozsądnie wysokich cen na giełdzie papierów wartościowych. Jeżeli wykorzystają wymaganą liczbę trafionych sztuczek, być może uda im się sztuka zachowania wysokich cen mieszkań i gospodarstw.

Banki centralne mogą również pójść na rękę rządom i utrzymać niskie – a nawet ujemne w trybie krótkoterminowym – stopy procentowe. Ratingi kredytowe przedsiębiorstw, których rentowność spadła, prawdopodobnie zostaną obniżone. Koszty spłacania odsetek pójdą w górę – także w przypadku, gdy kredytobiorcy uznawani za bardziej wypłacalnych pozostaną ze względnie niskim oprocentowaniem.

Jednym z obszarów, w którym rządy i banki centralne cierpią na praktyczną bezradność, są niskie ceny surowców używanych przez przemysł – m.in. ropy naftowej, gazu ziemnego, węgla, miedzi i litu. Są one przedmiotem handlu międzynarodowego, zatem wsparcie finansowe powinno objąć cały rynek światowy. Jedną ze strategii mających podnieść ceny byłby zakup i przechowanie dużych ich ilości. Jest to podejście niepraktyczne, ponieważ nikt nie ma dość przestrzeni magazynowej.

Innym rozwiązaniem byłaby próba stymulowania globalnego popytu na dobra i usługi. (Wytworzenie tych dóbr i usług pochłonęłoby większą ilość surowców, a zatem podniosłoby ich ceny.) Zrealizowanie tego założenia wiązałoby się z przekazaniem funduszy ubogim obywatelom Indii, Bangladeszu i Nigerii. Osoby te mogłyby wówczas pozwolić sobie na kupienie aut, mieszkań i innych produktów. Wysyłanie czeków wyłącznie uczestnikom własnej gospodarki nie byłoby wystarczające. Jest mało prawdopodobne, że Stany Zjednoczone i Unia Europejska podejmą się takiego zadania.

Ludzie, którzy na jakiś czas stracą pracę, będą zalegać z płatnościami – np. czynszem i ratami za samochód. Nie zdecydują się na nabycie nowego pojazdu lub telefonu, gdyż uzyskana pomoc pokryje jedynie wydatki na artykuły pierwszej potrzeby. Ich sprawunki będą szczupleć. Popyt na większość dóbr nie wzrośnie.

Ten brak popytu utrudni firmom uzyskanie dawnego, opłacalnego pułapu produkcji po wznowieniu działalności. Dlatego zatrudnienie i sprzedaż będą niskie, mimo stopniowego rozruchu gospodarki. Chiny borykają się już z tym problemem. The Wall Street Journal informuje, że gospodarka państwa podnosi się powoli i chwiejnie; jednym z symptomów jest brak zatrudnienia dla absolwentów szkół wyższych.

[5] Istnieje duże prawdopodobieństwo, że problem COVID-19 nie ulotni się nawet wtedy, gdy gospodarkom uda się „spłaszczyć” krzywą zachorowań.

Spłaszczenie” krzywej zachorowań ma uchronić szpitale i inne placówki opieki medycznej przed przepełnieniem. Oznacza to, że odporność stadna budowana jest powoli, co grozi powstaniem nowych ognisk epidemii. Można zatem spodziewać się, że wraz ze zniesieniem izolacji społecznej COVID-19 ponownie nawiedzi te same lokalizacje. Schemat znamy z przeszłości: epidemia grypy hiszpanki przetoczyła się przez świat trzykrotnie w 1918–1919. Druga fala była najbardziej zabójcza.

Analiza przeprowadzona przez badaczy z Harvardzkiej Szkoły Zdrowia Publicznego (Harvard School of Public Health) stwierdziła, iż pandemia koronawirusa może powracać falami aż do 2022 r., a później sezonowo. Perspektywa kolejnych cykli dystansowania społecznego jest realna:

Pojedynczy okres zachowywania dystansu społecznego nie będzie wystarczający, aby powstrzymać epidemię COVID-19 przed nadwyrężeniem wydolności służby zdrowia w zakresie intensywnej opieki nad chorymi, ponieważ w każdym rozważanym scenariuszu po zakończeniu tego kresu pozostaje dość podatnej na zakażenie ludności, by nastąpiło wznowienie transmisji wirusa, która spowoduje epidemię nadwyrężającą wspomnianą wydolność.

Nawet jeśli za kilka tygodni będzie wyglądało na to, że problem COVID-19 został rozwiązany, powrót epidemii może nastąpić za kilka miesięcy. Przez tę niepewność przedsiębiorstwa nie będą skłonne inwestować w nowe przedsięwzięcia. Nie zatrudnią dodatkowych pracowników. Emeryci nie kupią biletów na statki wycieczkowe. Konsumenci raczej nie zapomną, że samoloty są potencjalnym miejscem przenoszenia choroby.

Wnioski

Gospodarka światowa była blisko krawędzi przed atakiem COVID-19. Różnice w poziomach wynagrodzeń i bogactwa stanowiły już poważny problem. Lokalne populacje sprzeciwiały się obecności i dalszemu napływowi imigrantów m.in. ze względu na topniejące szanse na zatrudnienie. W kilkudziesięciu państwach wybuchły protesty – wyzwalaczem było niezadowolenie z sytuacji gospodarczej.

Kwarantanna tymczasowo eliminuje demonstracje, ale z pewnością nie poprawia panujących warunków ekonomicznych. Wręcz przeciwnie – wyłączenie gospodarek pomnoży zastępy biednych i bezrobotnych. Co więcej, niezależnie od sum wpompowanych w system przez banki centralne, zredukuje ona całkowitą ilość dostępnych towarów i usług. Wielu ludzi faktycznie zubożeje.

Zaraz po zakończeniu kwarantanny okaże się, że gospodarka globalna jest w gorszej kondycji niż wcześniej. Kiedy firmy wznowią działalność, możemy spodziewać się rozlewu i nasilenia niepokojów społecznych i podziałów politycznych. Niektóre rządy upadną bez popychania, inne zostaną obalone. Obawiam się, że gospodarka światowa znajdzie się bardzo blisko upadku ogólnego. ♦♦♦

Instytut Technologiczny Massachusetts (Massachusetts Institute of Technology – MIT) opracował model rozprzestrzeniania się infekcji COVID-19 w oparciu o publicznie dostępne informacje, równania dotyczące wybuchów epidemii i wnioskowanie bazujące na sieci neuronowej. Model opisany w raporcie z 6 kwietnia 2020 r. dokładnie przewidział ekspansję choroby do 1 kwietnia w różnych regionach świata, wykorzystując dane z okresu koniec stycznia–początek marca. Konkluzja dotycząca kwarantanny jest jednoznaczna: wprowadzone w krótkim terminie zniesienie lub złagodzenie ograniczeń w ramach dystansowania społecznego doprowadziłoby do „wykładniczej eksplozji” liczby zakażeń. Konsekwencje byłyby znacznie bardziej katastrofalne niż dotychczas, ostrzegł George Barbastathis, autor modelu, który wykłada inżynierię mechaniczną w MIT.

Niestety, powyższy artykuł nie uwzględnił kluczowych następstw pary zjawisk, które są najważniejsze z punktu widzenia przetrwania ludzkości i planetarnego życia – nagłej (nieodwracalnej) zmiany klimatu i wielkiego wymierania gatunków, nazywanego w literaturze badawczej „biologiczną zagładą”. Niebawem nadleci „zielony łabędź”.

Według raportu Banku Rozrachunków Międzynarodowych (Bank of International Settlements – BIS) opublikowanego w styczniu 2020 r. katastrofa klimatyczna, określana też mianem „zielonego łabędzia”, doprowadzi do upadku globalnego systemu finansowego. Podobnie jak w przypadku „czarnego łabędzia”, kataklizm nastąpi praktycznie bez ostrzeżenia. Autorzy przyznają, iż światowe banki centralne nie dysponują środkami, które byłyby w stanie uporać się z serią kryzysów wywołanych zmianą klimatu. Nie można się od nich ubezpieczyć ani przed nimi zabezpieczyć. Różnica między „zielonym” a „czarnym łabędziem” sprowadza się do tego, że ten pierwszy z całą pewnością nadejdzie. Zdarzenie to jest nieporównanie poważniejsze niż większość systemowych kryzysów finansowych: stanowi egzystencjalne zagrożenie dla ludzkości, ostrzegł raport. BIS to organizacja złożona z 60 banków centralnych świata, w tym Rezerwy Federalnej USA i Europejskiego Banku Centralnego. Krótko mówiąc, najpotężniejsze instytucje finansowe alarmują, iż nowy globalny kryzys finansowy wywołany zmianą klimatu uczyni banki centralne i organy nadzoru finansowego bezsilnymi.

Jeśli jest Pani/Pan subskrybentem/stałym czytelnikiem bloga i uznaje moją pracę za wartościową i zasługującą na symboliczne wsparcie, proszę rozważyć możliwość zostania moim Patronem już za 5 zł miesięcznie. Dziękuję.

Tłum. exignorant

Ten wpis został opublikowany w kategorii Gospodarka, finanse, surowce i energia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.